Siedziałam na łóżku Niallera. Dopiero co się obudziłam.
Chłopaka nie było już w pokoju. Zeszłam i założyłam kapcie. Powoli zalazłam na
dół. Wszyscy siedzieli przy stole i obrzucali się jedzeniem. W kuchni ktoś
warczał. Słuchaj dziewczyno, znam ten ból. Piątka idiotów nawalająca się
jedzeniem, a ty na garach. Zaśmiałam się w duchu. Oparłam się o ścianę i
zaniosłam śmiechem. Jako pierwszy spojrzał na mnie Louis i posłał mi promienny
uśmiech. Odwzajemniłam zaciesz. Chwilę później zauważyła mnie reszta chłopców.
Momentalnie się uspokoili. Ja poszłam do kuchni. No dobra, nie będę taka
wredna, pomogę Katie. Stanęłam za nią. Ona odwróciła się i się przestraszyła.
- Boże.. Cam. Przestraszyłaś mnie. Coś się stało?
- Nie. Po prostu przyszłam ci pomóc. Wiem jak to jest
robić śniadanie bandzie dzikusów.
- Wielkie dzięki. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Po śniadaniu Zayn wywiózł gdzieś Harrego. Katie z okazji
przerwy pojechała do rodziców. Dziwne, że nie chciała zostać na imprezę
urodzinową Hazzy. Przyjechały Miles i Abby. W końcu doszło do tego, że
zostałyśmy same, sorry z Louisem w domu. Ze schowka wyjęliśmy serpentyny i inne
takie tam rzeczy. Lou gadał ciągle z kimś przez telefon. Musieliśmy przywiesić
kulę dyskotekową. Oczywiście padło na mnie. A kto musiał mnie podsadzić? Bingo!
Louis. Usiadłam mu na ramionach. Ten podniósł się do góry. Mocno trzymał mnie
na uda. Dekoncentrujesz mnie tu człowieku! Nie mógłbyś mnie trzymać za łydki? W
końcu udało mi się zawiesić kulę na haczyku. Uśmiechnęłam się i roztrzepałam
Boo włosy. Już klękał żebym mogła zejść gdy nagle runęliśmy na ziemię. Bolały
mnie całe plecy. Ale mimo to śmiałam się. Z góry przyleciały dziewczyny. Gdy
nas zobaczyły zaczęły się śmiać. Z kim jak z kim, ale z nimi to się
dogadywałam. Louis się podniósł i pomógł mi wstać. Trzymał mnie za rękę.
Poczułam dreszcze przechodzące po całym moim ciele. Momentalnie od niego
odskoczyłam. Zaczęliśmy rozwieszać serpentyny no i transparent ‘Happy Birthday
Harry!’ Boo ciągle nam pomagał. Około czternastej poszłam zrobić nam jakieś
kanapki. Zajadaliśmy się nimi. No i wtedy do domu musiał wparować Niall. Rzucił
reklamówki na blat w kuchni przybiegł do nas do salonu. Sprzątnął z talerza to
co zostało i zaczął się cieszyć. I w tej chwili przypomniałam sobie, że nie mam
nic w prezencie dla Hazzy. W tym samym momencie co Lou wstałam z fotela. On
odezwał się pierwszy.
- Słuchajcie, nie mam prezentu dla Hazzy. Muszę jechać
coś kupić.
- Lou.. – Powiedziałam trochę zawstydzona. – Mogę z tobą
jechać? Też nic jeszcze nie kupiłam.
- Jasne, masz piętnaście minut. – Miles i Abby spojrzały
po sobie zdziwione.
- Pamiętajcie, że imprezę zaczynamy o dziewiętnastej! Nie
spóźnić mi się tu! – Powiedział Niall.
Ubrałam tylko botki, kurtkę i wyszła z Tomlinsonem.
Oczywiście pół metra obok niego. Pod domem chłopaków jak zwykle czaili się
paparazzi. Szybko wślizgnęłam się do czarnego porsche chłopaka i włączyłam
radio. Zawsze to robiłam. Lou spojrzał się na mnie dziwnie. Co jego aktualna dziewczyna
tego nie robiła? Wyłączyłam muzykę. Oparłam głowę na zagłówku. W aucie panowała
cisza. Zabójcza cisza. Może powinnam poprosić Nialla żeby ze mną pojechał? Nie,
ja musiałam poprosić Tomlinsona. Postanowiłam go zagadać.
- Co kupujesz Haroldowi?
- Jeszcze nie wiem. Nie mam planu. A ty?
- Po to jadę aby się dowiedzieć. Nie mam zielonego
pojęcia. – Lou chyba nie był w humorze. – Co się stało Lou? Czemu masz taką
niezadowoloną minę?
- Ja? Niezadowoloną? Wydaje ci się.
- Mnie nie oszukasz. Znam cię. No gadaj.
- Zdjęcia. Obiegną dzisiaj internet. Katie będzie miała
wyrzuty.
- Spoko, pójdę sama do sklepów. Nie musisz ze mną łazić.
- Chcę.
- To co gadasz? Posłuchasz, posłuchasz i jej przejdzie.
Słuchaj znam ten ból.
- A Alex nie będzie ci robił wyrzutów za zdjęcia ze mną w
centrum handlowym?
- Pewnie będzie. Ale co ja ci na to poradzę? Nie mogę
wyjść z przyjacielem na zakupy? Niall jakoś mu nie przeszkadza. A byłam z nim
wczoraj w sklepie.
- Ale Niall nie był twoim byłym chłopakiem.
- Niall nie ma dziewczyny. To powinno go martwić. To, że
łażę po sklepach z chłopakiem, który nie ma dziewczyny. Ty jesteś zajęty więc..
Spokojnie ja ugadam Alexa.
- Okej.
Dojechaliśmy do centrum. Jak się domyśliłam już na
parkingu otoczyło nas stado wściekłych fanek. Część podbiegła do Louisa, a
część do mnie. Złożyłam na skrawkach papieru kilka autografów, zrobiłam sobie
kilka zdjęć i byłam wolna. Czekałam chwilę na Tomlinsona. Do niego poleciało
więcej dziewczyn. Zadawały mu pytania. ‘Czy znowu jesteście razem?’ Ten się tylko
zaśmiał i odpowiedział, że nie. Gdy się już uwolnił poszliśmy do budynku. Tu
znowu napad kilku dziewcząt i zaskoczę was, również kilku chłopców. Weszliśmy
do jubilera. Miałam zamiar kupić Harremu zegarek. Ambitne postanowienie.
Wybrałam jakiś tam srebrny. Zamówiłam również grawer o treści Never Say Never. Na jego wykonanie
miałam czekać dwie godziny. Masakra. Louis zaciągnął mnie do sklepu z
zabawkami. Jego uwagę przyciągnęły pistolety na wodę. Wziął ich do koszyka,
chyba z sześć. Poszliśmy dalej. Do naszego koszyka doleciała jeszcze kolejka,
pluszowy misiek i zabawkowa gitara. Nie no ten to miał pomysły na prezent.
Zapłaciliśmy i wyszliśmy ze sklepu. Nie miałam nic na imprezę. Zaciągnęłam Lou
do jakiegoś sklepu z ciuchami. Od razu ujrzałam sukienkę, którą chciałam kupić.
Bez ramiączek, rozkloszowana, na poł uda cała w przydymione szare cekiny.
Wzięłam ją. Szpilki miałam w domu. Poszłam do przymierzalni, za mną ciągle
podążał znudzony Louis. Założyłam sukienkę. Ta jednak miała zamek z tyłu. Nie
dałam rady sama jej zapiąć. Wychyliłam głowę z przymierzalni i powiedziałam.
- Louis! Chodź tu na chwilę!
- Co się stało? W czym problem? Co mogę dla ciebie
zrobić?
- Na razie się zamknij, a potem będę miała do ciebie
prośbę. Zapniesz mi suwak sukienki, bo sama nie dam rady.
- Wydaje mi się, że to mogę dla ciebie zrobić.
Wpuściłam go do przymierzalni i zamknęłam za nami drzwi.
Nie pytajcie się mnie dlaczego, bo wam nie odpowiem. Przytrzymywałam jedną ręką
sukienkę na piersiach, a druga zagarnęłam włosy do przodu. Chłopak złapał suwak
jakby się bał. Po całej długości mojego kręgosłupa przeszły dreszcze, te
przyjemne oczywiście. Wydawało mi się, ze Boo zapina ten suwak wieczność. Zalała
mnie fala ciepła. O w mordę. Jego palce delikatnie przejechały po mojej
łopatce. Czułam się jakby jego dłoń tam była, nadal tam była. Słyszałam jednak
trzask zasuwanego zamka. W końcu puścił. Odwróciłam się do niego przodem.
Staliśmy bardzo blisko siebie. Czułam się lekko skrępowana i wiedziałam, że
jeśli zaraz go nie wypuszczę to zrobię cos czego będę żałowała. Jego twarz była
cała czerwona. Otwierając drzwi musieliśmy na kogoś wpaść. Jakaś blondyna
wpatrywała się w nas z otwartymi ustami. Zakręciłam się wokół własnej osi. Lou
przyglądał mi się. Spojrzał mi się w oczy a ja się go zapytałam.
- I jak? Może być?
- Jak zwykle pięknie. Bierz ją.
- Mógłbyś nie w miejscach publicznych?
- O matko, wybacz zapomniałem się.
- Rozepnij mi teraz ten zamek.
Odwróciłam się do niego tyłem, a on wykonał czynność.
Zdjęłam sukienkę, zapłaciłam i wyszliśmy. Zerknęłam na godzinę. Już mogłam
odebrać zegarek. Była osiemnasta. Osiemnasta?! Wzięliśmy mój prezent i w trybie
natychmiastowym weszliśmy jeszcze do obuwniczego. Musiałam się przebrać w
aucie. Kupiłam czarne szpilki. Usiadłam na siedzeniu. Zaczęłam się rozbierać.
Lou jak to Lou oczywiście się ze mnie naśmiewał. Grzecznie zapiłam mi suwak
sukienki. Założyłam buty i akurat dojechaliśmy pod dom. Wysiadłam, poprawiłam
się i weszłam do środka. Gości jeszcze nie było. Za to stali zniecierpliwieni
Liam, Niall, Miles, Abby. Posłałam im przepraszający uśmiech. Byłam chyba lekko
roztrzepana. Pognałam na górę się uczesać. Słyszałam już rozmowy na dole więc
zeszłam. Witałam się z gośćmi. Kilka minut po osiemnastej do domu wszedł
wkurzony Hazza, a za nim Zayn. Gdy zobaczył to wszystko oniemiał. Wszyscy
zgromadzeni krzyknęli: ‘Niespodzianka!’ Od razu podeszłam do niego i wręczyłam
mu prezent. Był normalnie zszokowany, zaskoczony? Coś w tym stylu. Uśmiechnęłam
się i poszłam tańczyć. Jak się okazało Niall załatwił również barmana. No tak
urodziny Hazzy bez alkoholu? Niedorzeczne. Podeszłam do barku i poprosiłam o
kieliszek. Obok mnie usiadła dziewczyna. Znałam ją skądś. Może to głupie, ale
wydawało mi się, że to… Nie na pewno nie. Ona spojrzała się na mnie. W ręku
również trzymała kieliszek. Odstawiła go i powiedziała.
- Pewnie zastanawiasz się skąd mnie kojarzysz. Eleanor Calder. – Matko to ona!
- Camila Gier. Cam. Nie spodziewałam się, że spotkam ciebie tutaj..
- Znam Harrego. Zaprosił mnie. Ale jazda byłe Louisa
Tomlinsona spotykają się przy kielichu.
- Noo. To za co topimy dzisiaj smutki?
- Nie mam zielonego pojęcia kochana. Może zapodasz jakiś
toaścik?
- Za nową dziewczynę Tomlinsona!
- On ma nową laskę?
- Jep. A ty jak się tam no trzymałaś po tym jak z tobą
zerwał?
- Byłam załamana. Z losem trzeba się godzić.
Stwierdziłam, że ty musisz być lepsza. – Uśmiechnęła się do mnie delikatnie. –
A ty?
- Ja z nim zerwałam. – Spojrzała na mnie z pytającą miną.
– Bo odkryłam zdradę. Tak mi się wydaje.
Siedziałam z El dobre kilka godzin przy barze. Poszłyśmy na
parkiet. Zaczęłyśmy razem tańczyć. Ktoś kto widział nas pierwszy raz uznałby,
że jesteśmy lesbijkami. Ludzie już spali na stolach, fotelach. My się z nich śmiałyśmy,
mimo, że same ledwo stałyśmy. Kilka razy się wywaliłyśmy. Ciągle kręciło mi się
w głowie. I po co ci było tyle alkoholu Cam? Zaśmiałam się w duchu. I znowu
upadłam. Eleanor podała mi rękę i próbowała pomóc wstać. Oczywiście i ona wylądowała
na podłodze. Zaczęłyśmy się śmiać. Podszedł do nas w zasadzie trzeźwy Liam i
chwiejący się Lou. Blondynek wziął pod pachy El i zaczął ją prowadzić. Ja
siedziałam na podłodze gdy Louis podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam.
Odwróciłam się na pięcie i poszłam na taras. Tu impreza też szalała w
najlepsze. Wskoczyłam do basenu. Woda była no tak lekko zimna. No nie lekko. Otrzepało
mnie. Zapiszczałam. Ktoś, nie wiem kto pomógł mi wyjść. Moje buty oczywiście
zostały w zbiorniku. Weszłam z powrotem do domu. Pomoczyłam podłogę. Co mi
odwaliło z tym skakaniem? Otrzeźwieć chciałam? No to mi się nie udało. Usiadłam
na blacie w kuchni. Ktoś zostawił tu paczkę fajek. Były to cienkie papieroski.
Wyciągnęłam jednego z paczki i podpaliłam. Zaciągnęłam się dymem. Był on dla
mnie jak ukojenie nerwów. Znaczy się dawno nie paliłam. Do kuchni wszedł Zayn. Usiadł
obok mnie i też wziął peta. Zaciągnął się i powiedział.
- Gadałaś z Eleanor?
- Tak.
- Nie pogryzłyście się?
- Nawet się polubiłyśmy. Obie dzielimy losy byłej
dziewczyny Tomlinsona.
- Tomlinson to już dostał ochrzan od Katie za zdjęcia z centrum
handlowego.
- A co takiego na nich było?
- No wiesz. Ty i Lou na jednym zdjęciu. Spekulacje na
temat tego czy nadal jesteście razem. Przecież on i Katie jeszcze nie ujawnili
swojego związku.
- Hahaha. Zabawne. Nie mogę się przyjaźnić ze swoimi
byłymi?
- Najwidoczniej nie.
- A ty co taki zalany Malik?
- Topię smutki w alkoholu. A ty?
- Z Eleanor wznosiłyśmy toast za nową dziewczynę Lou. I
ten toast się tak trochę przedłużył.
- El nie często tyle pije. Zwykle kończy na jednym
kieliszku, góra dwóch.
- Widzisz? Ze mną się rozkręciła. Dziewczyna mimo
wszystko ma mocny łeb.
- A Louis? Wiesz ile on wypił? Nie nadążaliśmy za nim z
Harrym.
- Matko, jaki pijak. Dobra Malik ja idę jeszcze potańczyć.
– Wyszłam z kuchni i wpadłam na Louisa.
- A ty gdzie się wybierasz? – Zapytał się mnie.
- Potańczyć Tomlinson.
- Śmierdzisz fajkami. Nie wpuszczę cię do łóżka.
- Louis! Ogarnij! Nie śpimy już razem! – Wydarłam się.
- Ach, zapomniałem. – W tle zaczęła lecieć wolna
piosenka. Lou zaczął się na mnie dziwnie patrzeć.
- No co się gapisz?
- Zatańczysz? –Wyciągnął do mnie ramiona.
- A co mi szkodzi. To tylko jeden taniec.
Padłam w ramiona Louisa. Oboje się chwialiśmy. Zarzuciłam
ręce na jego szyję, on objął mnie w talii. Oparłam głowę na jego torsie.
Zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Louis oparł swoja głowę w moim
zagłębieniu szyi. W kuchni wyszedł Zayn i aż zachłystnął się powietrzem gdy nas
zobaczył. Ja się tylko szeroko uśmiechnęłam. Harry już spał na stole. Gdyby była
tu Katie pocięłaby i mnie i Boo na drobniutkie części. Wdychałam niesamowity
zapach perfum Lou. Aż żałowałam, że już nie jest mój. Głośno westchnęłam. Ten
podniósł swoją głowę i spojrzał się na mnie. Ja oderwałam się od niego i
zaczęłam wpatrywać się w jego oczy. Te piękne niebieskie oczy. Widziałam w nich
obłęd. Stanęłam na palcach. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Byliśmy
niebezpiecznie blisko siebie. Poczułam na swoich ustach jedwabiste wargi
Tomlinsona. Wplotłam swoje palce w jego włosy, przyciągnęłam go bliżej siebie. Ten
mocniej mnie do siebie przytulił. Dopiero wtedy przypomniało mi się, że
jesteśmy przy Sali pełnej gości. Oderwałam się od niego, posłałam
przepraszające spojrzenie i pobiegłam na górę. Zaczęłam po pokojach szukać
kogoś kto mnie zrozumie. Szukałam El. Spała w pokoju Nialla. Uchyliłam drzwi.
Usiadłam na łóżku obok niej i zaczęłam ją szturchać. Szybko się obudziła.
- Co się stało?! Cam? Coś się stało? – Dopiero teraz
poczułam, że mam łzy na policzkach.
- Tak. – Zaczęłam płakać jak dziecko.
- Oprzyj się, ciocia El cię wysłucha. – Oparłam głowę na
jej ramieniu. Ona mnie przytuliła.
- No więc.. Całowałam się z Louisem na Sali pełnej gości.
- O w mordę dziewczyno.. Ty masz chłopaka.
- Właśnie wiem. Dlaczego to zrobiłam?
- Jesteś pijana, jak człowiek jest pijany robi różne
głupie rzeczy. Kochana nie byłaś świadoma tego co robisz. – Wstałam i podeszłam
do szafki Nialla. Wyciągnęłam Jack’a Danielsa.
- Skoro nie jestem świadoma teraz to nie będę i świadoma
za tą butelkę.
- Nie gadaj, że chcesz to jeszcze wypić. Mnie już bania
boli.
- No El, proszę. Zrób to dla mnie. Kto wie kiedy znowu
się spotkamy.
- No dobra.
Otworzyłyśmy butelkę i zaczęłyśmy sączyć alkohol. Śpiewałyśmy I know you were trouble. Oczywiście miałyśmy przy tym masę śmiechu.
Eleanor w pewnym momencie padła. Nie miałam co sama robić. Zostawiłam
dziewczynie butelkę alkoholu na kaca i poszłam korytarzem. Na dole już wszyscy
spali. Jeden na drugim, ale co tam. Skierowałam się w stronę drzwi mojego
byłego chłopaka. Zapukałam. Usłyszałam tylko ciche mruknięcie. Otworzyłam drzwi,
zamknęłam je i wskoczyłam chłopakowi na łóżko. Ten wyszedł spod kołdry i
zmierzył mnie wzrokiem. Powiedział plączącym się głosem.
- Prze..prze..przepraszam.
- Ale ja nie jestem zła Louis. Tylko nie rób tego więcej.
Nie jesteś sam i ja też nie.
- Ja wiem, ale tak bardzo cię pragnę. – Wyszedł spod
kołdry, był w ubraniu, na szczęście.
- Lou, proszę nie dekoncentruj mnie.
- Kocham cię.
Złapał moją twarz w swoje dłonie i złożył na moich ustach
delikatny pocałunek. Odwzajemniłam go, bo jestem przecież Camila Gier, ta co
zawsze ulega Tomlinsonowi. Zatopiłam swoje palce w jego włosach. On włożył
swoje ręce pod moją sukienkę. Zaczął kreślić na moich udach jakieś wzory. Moje
dłonie również wylądowały pod jego bluzką. Zdjęłam ją szybkim ruchem. Rzuciłam gdzieś
w kat. Chwilę później i moja sukienka gdzieś poleciała. Lou zaczął składać na
moich łopatkach pocałunki. Po całym moim ciele zaczęły przechodzić dreszcze. Wbiłam
paznokcie w jego plecy. Chyba go podrapałam. Zawył z bólu. Przeprosiłam go
wzrokiem. Ten kontynuował swój rytuał. Zaczął składać delikatne pocałunki na
moim dekolcie. Teraz żeby znowu go nie skrzywdzić zaczęłam palcami uciskać
pościel. Zaczęłam palcami przeczesywać jego włosy. Mogłabym to robić
codziennie. Chłopak przeniósł swoje dłonie na moje plecy. Jednym zwinnym ruchem
rozpiął mój stanik. Poleciał on chyba na lampę. Spojrzelismy sobie głęboko w
oczy. Oboje siebie pragnęliśmy, tu i teraz.
Hejka! Jak tam u was? Co tam? No ja skończyłam rozdział. Jestem po egzaminach i wydaje mi się, że poszły dobrze. I normalnie zawładnęła mną końcówka tego rozdziału. jestem zadowolona. A wy? i zapraszam na aska! Możecie pytać zarówno mnie jak i postacie. http://ask.fm/nigdysama
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!
zajebiste . . ! uwielbiam tego bloga . . ;*
OdpowiedzUsuńczekam kiedy dalej . .
A.S. ;P
Hej! Fajne ;)
OdpowiedzUsuńO ja! :O
OdpowiedzUsuńAaaaa! Beda razem? :D
Swietny rozdzial :*
Świetne, będą razem ? Kiedy następny ? Juz się nie moge doczekac .
OdpowiedzUsuń