piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 62.



Siedziałam na łóżku Niallera. Dopiero co się obudziłam. Chłopaka nie było już w pokoju. Zeszłam i założyłam kapcie. Powoli zalazłam na dół. Wszyscy siedzieli przy stole i obrzucali się jedzeniem. W kuchni ktoś warczał. Słuchaj dziewczyno, znam ten ból. Piątka idiotów nawalająca się jedzeniem, a ty na garach. Zaśmiałam się w duchu. Oparłam się o ścianę i zaniosłam śmiechem. Jako pierwszy spojrzał na mnie Louis i posłał mi promienny uśmiech. Odwzajemniłam zaciesz. Chwilę później zauważyła mnie reszta chłopców. Momentalnie się uspokoili. Ja poszłam do kuchni. No dobra, nie będę taka wredna, pomogę Katie. Stanęłam za nią. Ona odwróciła się i się przestraszyła.
- Boże.. Cam. Przestraszyłaś mnie. Coś się stało?
- Nie. Po prostu przyszłam ci pomóc. Wiem jak to jest robić śniadanie bandzie dzikusów.
- Wielkie dzięki. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
Po śniadaniu Zayn wywiózł gdzieś Harrego. Katie z okazji przerwy pojechała do rodziców. Dziwne, że nie chciała zostać na imprezę urodzinową Hazzy. Przyjechały Miles i Abby. W końcu doszło do tego, że zostałyśmy same, sorry z Louisem w domu. Ze schowka wyjęliśmy serpentyny i inne takie tam rzeczy. Lou gadał ciągle z kimś przez telefon. Musieliśmy przywiesić kulę dyskotekową. Oczywiście padło na mnie. A kto musiał mnie podsadzić? Bingo! Louis. Usiadłam mu na ramionach. Ten podniósł się do góry. Mocno trzymał mnie na uda. Dekoncentrujesz mnie tu człowieku! Nie mógłbyś mnie trzymać za łydki? W końcu udało mi się zawiesić kulę na haczyku. Uśmiechnęłam się i roztrzepałam Boo włosy. Już klękał żebym mogła zejść gdy nagle runęliśmy na ziemię. Bolały mnie całe plecy. Ale mimo to śmiałam się. Z góry przyleciały dziewczyny. Gdy nas zobaczyły zaczęły się śmiać. Z kim jak z kim, ale z nimi to się dogadywałam. Louis się podniósł i pomógł mi wstać. Trzymał mnie za rękę. Poczułam dreszcze przechodzące po całym moim ciele. Momentalnie od niego odskoczyłam. Zaczęliśmy rozwieszać serpentyny no i transparent ‘Happy Birthday Harry!’ Boo ciągle nam pomagał. Około czternastej poszłam zrobić nam jakieś kanapki. Zajadaliśmy się nimi. No i wtedy do domu musiał wparować Niall. Rzucił reklamówki na blat w kuchni przybiegł do nas do salonu. Sprzątnął z talerza to co zostało i zaczął się cieszyć. I w tej chwili przypomniałam sobie, że nie mam nic w prezencie dla Hazzy. W tym samym momencie co Lou wstałam z fotela. On odezwał się pierwszy.
- Słuchajcie, nie mam prezentu dla Hazzy. Muszę jechać coś kupić.
- Lou.. – Powiedziałam trochę zawstydzona. – Mogę z tobą jechać? Też nic jeszcze nie kupiłam.
- Jasne, masz piętnaście minut. – Miles i Abby spojrzały po sobie zdziwione.
- Pamiętajcie, że imprezę zaczynamy o dziewiętnastej! Nie spóźnić mi się tu! – Powiedział Niall.
Ubrałam tylko botki, kurtkę i wyszła z Tomlinsonem. Oczywiście pół metra obok niego. Pod domem chłopaków jak zwykle czaili się paparazzi. Szybko wślizgnęłam się do czarnego porsche chłopaka i włączyłam radio. Zawsze to robiłam. Lou spojrzał się na mnie dziwnie. Co jego aktualna dziewczyna tego nie robiła? Wyłączyłam muzykę. Oparłam głowę na zagłówku. W aucie panowała cisza. Zabójcza cisza. Może powinnam poprosić Nialla żeby ze mną pojechał? Nie, ja musiałam poprosić Tomlinsona. Postanowiłam go zagadać.
- Co kupujesz Haroldowi?
- Jeszcze nie wiem. Nie mam planu. A ty?
- Po to jadę aby się dowiedzieć. Nie mam zielonego pojęcia. – Lou chyba nie był w humorze. – Co się stało Lou? Czemu masz taką niezadowoloną minę?
- Ja? Niezadowoloną? Wydaje ci się.
- Mnie nie oszukasz. Znam cię. No gadaj.
- Zdjęcia. Obiegną dzisiaj internet. Katie będzie miała wyrzuty.
- Spoko, pójdę sama do sklepów. Nie musisz ze mną łazić.
- Chcę.
- To co gadasz? Posłuchasz, posłuchasz i jej przejdzie. Słuchaj znam ten ból.
- A Alex nie będzie ci robił wyrzutów za zdjęcia ze mną w centrum handlowym?
- Pewnie będzie. Ale co ja ci na to poradzę? Nie mogę wyjść z przyjacielem na zakupy? Niall jakoś mu nie przeszkadza. A byłam z nim wczoraj w sklepie.
- Ale Niall nie był twoim byłym chłopakiem.
- Niall nie ma dziewczyny. To powinno go martwić. To, że łażę po sklepach z chłopakiem, który nie ma dziewczyny. Ty jesteś zajęty więc.. Spokojnie ja ugadam Alexa.
- Okej.
Dojechaliśmy do centrum. Jak się domyśliłam już na parkingu otoczyło nas stado wściekłych fanek. Część podbiegła do Louisa, a część do mnie. Złożyłam na skrawkach papieru kilka autografów, zrobiłam sobie kilka zdjęć i byłam wolna. Czekałam chwilę na Tomlinsona. Do niego poleciało więcej dziewczyn. Zadawały mu pytania. ‘Czy znowu jesteście razem?’ Ten się tylko zaśmiał i odpowiedział, że nie. Gdy się już uwolnił poszliśmy do budynku. Tu znowu napad kilku dziewcząt i zaskoczę was, również kilku chłopców. Weszliśmy do jubilera. Miałam zamiar kupić Harremu zegarek. Ambitne postanowienie. Wybrałam jakiś tam srebrny. Zamówiłam również grawer o treści Never Say Never. Na jego wykonanie miałam czekać dwie godziny. Masakra. Louis zaciągnął mnie do sklepu z zabawkami. Jego uwagę przyciągnęły pistolety na wodę. Wziął ich do koszyka, chyba z sześć. Poszliśmy dalej. Do naszego koszyka doleciała jeszcze kolejka, pluszowy misiek i zabawkowa gitara. Nie no ten to miał pomysły na prezent. Zapłaciliśmy i wyszliśmy ze sklepu. Nie miałam nic na imprezę. Zaciągnęłam Lou do jakiegoś sklepu z ciuchami. Od razu ujrzałam sukienkę, którą chciałam kupić. Bez ramiączek, rozkloszowana, na poł uda cała w przydymione szare cekiny. Wzięłam ją. Szpilki miałam w domu. Poszłam do przymierzalni, za mną ciągle podążał znudzony Louis. Założyłam sukienkę. Ta jednak miała zamek z tyłu. Nie dałam rady sama jej zapiąć. Wychyliłam głowę z przymierzalni i powiedziałam.
- Louis! Chodź tu na chwilę!
- Co się stało? W czym problem? Co mogę dla ciebie zrobić?
- Na razie się zamknij, a potem będę miała do ciebie prośbę. Zapniesz mi suwak sukienki, bo sama nie dam rady.
- Wydaje mi się, że to mogę dla ciebie zrobić.
Wpuściłam go do przymierzalni i zamknęłam za nami drzwi. Nie pytajcie się mnie dlaczego, bo wam nie odpowiem. Przytrzymywałam jedną ręką sukienkę na piersiach, a druga zagarnęłam włosy do przodu. Chłopak złapał suwak jakby się bał. Po całej długości mojego kręgosłupa przeszły dreszcze, te przyjemne oczywiście. Wydawało mi się, ze Boo zapina ten suwak wieczność. Zalała mnie fala ciepła. O w mordę. Jego palce delikatnie przejechały po mojej łopatce. Czułam się jakby jego dłoń tam była, nadal tam była. Słyszałam jednak trzask zasuwanego zamka. W końcu puścił. Odwróciłam się do niego przodem. Staliśmy bardzo blisko siebie. Czułam się lekko skrępowana i wiedziałam, że jeśli zaraz go nie wypuszczę to zrobię cos czego będę żałowała. Jego twarz była cała czerwona. Otwierając drzwi musieliśmy na kogoś wpaść. Jakaś blondyna wpatrywała się w nas z otwartymi ustami. Zakręciłam się wokół własnej osi. Lou przyglądał mi się. Spojrzał mi się w oczy a ja się go zapytałam.
- I jak? Może być?
- Jak zwykle pięknie. Bierz ją.
- Mógłbyś nie w miejscach publicznych?
- O matko, wybacz zapomniałem się.
- Rozepnij mi teraz ten zamek.
Odwróciłam się do niego tyłem, a on wykonał czynność. Zdjęłam sukienkę, zapłaciłam i wyszliśmy. Zerknęłam na godzinę. Już mogłam odebrać zegarek. Była osiemnasta. Osiemnasta?! Wzięliśmy mój prezent i w trybie natychmiastowym weszliśmy jeszcze do obuwniczego. Musiałam się przebrać w aucie. Kupiłam czarne szpilki. Usiadłam na siedzeniu. Zaczęłam się rozbierać. Lou jak to Lou oczywiście się ze mnie naśmiewał. Grzecznie zapiłam mi suwak sukienki. Założyłam buty i akurat dojechaliśmy pod dom. Wysiadłam, poprawiłam się i weszłam do środka. Gości jeszcze nie było. Za to stali zniecierpliwieni Liam, Niall, Miles, Abby. Posłałam im przepraszający uśmiech. Byłam chyba lekko roztrzepana. Pognałam na górę się uczesać. Słyszałam już rozmowy na dole więc zeszłam. Witałam się z gośćmi. Kilka minut po osiemnastej do domu wszedł wkurzony Hazza, a za nim Zayn. Gdy zobaczył to wszystko oniemiał. Wszyscy zgromadzeni krzyknęli: ‘Niespodzianka!’ Od razu podeszłam do niego i wręczyłam mu prezent. Był normalnie zszokowany, zaskoczony? Coś w tym stylu. Uśmiechnęłam się i poszłam tańczyć. Jak się okazało Niall załatwił również barmana. No tak urodziny Hazzy bez alkoholu? Niedorzeczne. Podeszłam do barku i poprosiłam o kieliszek. Obok mnie usiadła dziewczyna. Znałam ją skądś. Może to głupie, ale wydawało mi się, że to… Nie na pewno nie. Ona spojrzała się na mnie. W ręku również trzymała kieliszek. Odstawiła go i powiedziała.
- Pewnie zastanawiasz się skąd mnie kojarzysz. Eleanor Calder. – Matko to ona!
- Camila Gier. Cam. Nie spodziewałam się, że spotkam ciebie tutaj..
- Znam Harrego. Zaprosił mnie. Ale jazda byłe Louisa Tomlinsona spotykają się przy kielichu.
- Noo. To za co topimy dzisiaj smutki?
- Nie mam zielonego pojęcia kochana. Może zapodasz jakiś toaścik?
- Za nową dziewczynę Tomlinsona!
- On ma nową laskę?
- Jep. A ty jak się tam no trzymałaś po tym jak z tobą zerwał?
- Byłam załamana. Z losem trzeba się godzić. Stwierdziłam, że ty musisz być lepsza. – Uśmiechnęła się do mnie delikatnie. – A ty?
- Ja z nim zerwałam. – Spojrzała na mnie z pytającą miną. – Bo odkryłam zdradę. Tak mi się wydaje.
Siedziałam z El dobre kilka godzin przy barze. Poszłyśmy na parkiet. Zaczęłyśmy razem tańczyć. Ktoś kto widział nas pierwszy raz uznałby, że jesteśmy lesbijkami. Ludzie już spali na stolach, fotelach. My się z nich śmiałyśmy, mimo, że same ledwo stałyśmy. Kilka razy się wywaliłyśmy. Ciągle kręciło mi się w głowie. I po co ci było tyle alkoholu Cam? Zaśmiałam się w duchu. I znowu upadłam. Eleanor podała mi rękę i próbowała pomóc wstać. Oczywiście i ona wylądowała na podłodze. Zaczęłyśmy się śmiać. Podszedł do nas w zasadzie trzeźwy Liam i chwiejący się Lou. Blondynek wziął pod pachy El i zaczął ją prowadzić. Ja siedziałam na podłodze gdy Louis podał mi rękę. Chwyciłam ją i wstałam. Odwróciłam się na pięcie i poszłam na taras. Tu impreza też szalała w najlepsze. Wskoczyłam do basenu. Woda była no tak lekko zimna. No nie lekko. Otrzepało mnie. Zapiszczałam. Ktoś, nie wiem kto pomógł mi wyjść. Moje buty oczywiście zostały w zbiorniku. Weszłam z powrotem do domu. Pomoczyłam podłogę. Co mi odwaliło z tym skakaniem? Otrzeźwieć chciałam? No to mi się nie udało. Usiadłam na blacie w kuchni. Ktoś zostawił tu paczkę fajek. Były to cienkie papieroski. Wyciągnęłam jednego z paczki i podpaliłam. Zaciągnęłam się dymem. Był on dla mnie jak ukojenie nerwów. Znaczy się dawno nie paliłam. Do kuchni wszedł Zayn. Usiadł obok mnie i też wziął peta. Zaciągnął się i powiedział.
- Gadałaś z Eleanor?
- Tak.
- Nie pogryzłyście się?
- Nawet się polubiłyśmy. Obie dzielimy losy byłej dziewczyny Tomlinsona.
- Tomlinson to już dostał ochrzan od Katie za zdjęcia z centrum handlowego.
- A co takiego na nich było?
- No wiesz. Ty i Lou na jednym zdjęciu. Spekulacje na temat tego czy nadal jesteście razem. Przecież on i Katie jeszcze nie ujawnili swojego związku.
- Hahaha. Zabawne. Nie mogę się przyjaźnić ze swoimi byłymi?
- Najwidoczniej nie.
- A ty co taki zalany Malik?
- Topię smutki w alkoholu. A ty?
- Z Eleanor wznosiłyśmy toast za nową dziewczynę Lou. I ten toast się tak trochę przedłużył.
- El nie często tyle pije. Zwykle kończy na jednym kieliszku, góra dwóch.
- Widzisz? Ze mną się rozkręciła. Dziewczyna mimo wszystko ma mocny łeb.
- A Louis? Wiesz ile on wypił? Nie nadążaliśmy za nim z Harrym.
- Matko, jaki pijak. Dobra Malik ja idę jeszcze potańczyć. – Wyszłam z kuchni i wpadłam na Louisa.
- A ty gdzie się wybierasz? – Zapytał się mnie.
- Potańczyć Tomlinson.
- Śmierdzisz fajkami. Nie wpuszczę cię do łóżka.
- Louis! Ogarnij! Nie śpimy już razem! – Wydarłam się.
- Ach, zapomniałem. – W tle zaczęła lecieć wolna piosenka. Lou zaczął się na mnie dziwnie patrzeć.
- No co się gapisz?
- Zatańczysz? –Wyciągnął do mnie ramiona.
- A co mi szkodzi. To tylko jeden taniec.
Padłam w ramiona Louisa. Oboje się chwialiśmy. Zarzuciłam ręce na jego szyję, on objął mnie w talii. Oparłam głowę na jego torsie. Zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Louis oparł swoja głowę w moim zagłębieniu szyi. W kuchni wyszedł Zayn i aż zachłystnął się powietrzem gdy nas zobaczył. Ja się tylko szeroko uśmiechnęłam. Harry już spał na stole. Gdyby była tu Katie pocięłaby i mnie i Boo na drobniutkie części. Wdychałam niesamowity zapach perfum Lou. Aż żałowałam, że już nie jest mój. Głośno westchnęłam. Ten podniósł swoją głowę i spojrzał się na mnie. Ja oderwałam się od niego i zaczęłam wpatrywać się w jego oczy. Te piękne niebieskie oczy. Widziałam w nich obłęd. Stanęłam na palcach. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Byliśmy niebezpiecznie blisko siebie. Poczułam na swoich ustach jedwabiste wargi Tomlinsona. Wplotłam swoje palce w jego włosy, przyciągnęłam go bliżej siebie. Ten mocniej mnie do siebie przytulił. Dopiero wtedy przypomniało mi się, że jesteśmy przy Sali pełnej gości. Oderwałam się od niego, posłałam przepraszające spojrzenie i pobiegłam na górę. Zaczęłam po pokojach szukać kogoś kto mnie zrozumie. Szukałam El. Spała w pokoju Nialla. Uchyliłam drzwi. Usiadłam na łóżku obok niej i zaczęłam ją szturchać. Szybko się obudziła.
- Co się stało?! Cam? Coś się stało? – Dopiero teraz poczułam, że mam łzy na policzkach.
- Tak. – Zaczęłam płakać jak dziecko.
- Oprzyj się, ciocia El cię wysłucha. – Oparłam głowę na jej ramieniu. Ona mnie przytuliła.
- No więc.. Całowałam się z Louisem na Sali pełnej gości.
- O w mordę dziewczyno.. Ty masz chłopaka.
- Właśnie wiem. Dlaczego to zrobiłam?
- Jesteś pijana, jak człowiek jest pijany robi różne głupie rzeczy. Kochana nie byłaś świadoma tego co robisz. – Wstałam i podeszłam do szafki Nialla. Wyciągnęłam Jack’a Danielsa.
- Skoro nie jestem świadoma teraz to nie będę i świadoma za tą butelkę.
- Nie gadaj, że chcesz to jeszcze wypić. Mnie już bania boli.
- No El, proszę. Zrób to dla mnie. Kto wie kiedy znowu się spotkamy.
- No dobra.
Otworzyłyśmy butelkę i zaczęłyśmy sączyć alkohol. Śpiewałyśmy I know you were trouble. Oczywiście miałyśmy przy tym masę śmiechu. Eleanor w pewnym momencie padła. Nie miałam co sama robić. Zostawiłam dziewczynie butelkę alkoholu na kaca i poszłam korytarzem. Na dole już wszyscy spali. Jeden na drugim, ale co tam. Skierowałam się w stronę drzwi mojego byłego chłopaka. Zapukałam. Usłyszałam tylko ciche mruknięcie. Otworzyłam drzwi, zamknęłam je i wskoczyłam chłopakowi na łóżko. Ten wyszedł spod kołdry i zmierzył mnie wzrokiem. Powiedział plączącym się głosem.
- Prze..prze..przepraszam.
- Ale ja nie jestem zła Louis. Tylko nie rób tego więcej. Nie jesteś sam i ja też nie.
- Ja wiem, ale tak bardzo cię pragnę. – Wyszedł spod kołdry, był w ubraniu, na szczęście.
- Lou, proszę nie dekoncentruj mnie.
- Kocham cię.
Złapał moją twarz w swoje dłonie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Odwzajemniłam go, bo jestem przecież Camila Gier, ta co zawsze ulega Tomlinsonowi. Zatopiłam swoje palce w jego włosach. On włożył swoje ręce pod moją sukienkę. Zaczął kreślić na moich udach jakieś wzory. Moje dłonie również wylądowały pod jego bluzką. Zdjęłam ją szybkim ruchem. Rzuciłam gdzieś w kat. Chwilę później i moja sukienka gdzieś poleciała. Lou zaczął składać na moich łopatkach pocałunki. Po całym moim ciele zaczęły przechodzić dreszcze. Wbiłam paznokcie w jego plecy. Chyba go podrapałam. Zawył z bólu. Przeprosiłam go wzrokiem. Ten kontynuował swój rytuał. Zaczął składać delikatne pocałunki na moim dekolcie. Teraz żeby znowu go nie skrzywdzić zaczęłam palcami uciskać pościel. Zaczęłam palcami przeczesywać jego włosy. Mogłabym to robić codziennie. Chłopak przeniósł swoje dłonie na moje plecy. Jednym zwinnym ruchem rozpiął mój stanik. Poleciał on chyba na lampę. Spojrzelismy sobie głęboko w oczy. Oboje siebie pragnęliśmy, tu i teraz. 



Hejka! Jak tam u was? Co tam? No ja skończyłam rozdział. Jestem po egzaminach i wydaje mi się, że poszły dobrze. I normalnie zawładnęła mną końcówka tego rozdziału. jestem zadowolona. A wy?   i zapraszam na aska! Możecie pytać zarówno mnie jak i postacie. http://ask.fm/nigdysama
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

4 komentarze:

  1. zajebiste . . ! uwielbiam tego bloga . . ;*
    czekam kiedy dalej . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja! :O
    Aaaaa! Beda razem? :D
    Swietny rozdzial :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne, będą razem ? Kiedy następny ? Juz się nie moge doczekac .

    OdpowiedzUsuń