poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 61


*Cam* miesiąc później, 31 stycznia
Stałam z Alexem pod domem chłopaków. Jest o nas głośno od jakiegoś tygodnia i staramy się razem nie pokazywać. Tak jesteśmy parą. O ile wiem One Direction jest w domu. No muszą być. Muszę pomóc chłopakom przygotować urodzinki Harolda. Imprezka już jutro! Alex nie miał ochoty iść ze mną. Tak więc ugadałam się z Niallem, że zostanę u nich na noc. Mój chłopak w tym czasie ma lecieć do Los Angeles. Kupiłam tam dom. Na serio. Nie chciałam się jednak rozstawać z moim chłopakiem. Będę za nim tęskniła te kilka, a w zasadzie trzy, cztery dni. Łzy zaczęły napływać do moich oczu. Pocałowałam Alexa na pożegnanie i z torbą wysiadłam z auta. Stukając obcasami moich szpilek podeszłam do tak dobrze mi już znanych drzwi. Nie bałam się już spotkania z Louisem. Mogę nawet stwierdzić, że chyba się zakochałam. W Alexie rzecz jasna. Zapukałam trzy razy. Stałam i stałam. Nareszcie drzwi zaczęły się wolno otwierać. Moim oczom ukazał się Nialler. W jednym reku trzymał kanapkę. No tak pora odpowiednia na śniadanko. Ja tu stoję głodna a on się obżera! Wydał z siebie.
- Hmm? – Ten dźwięk był lekko zniekształcony przez kanapkę, którą przeżuwał.
- No heloł? Niall? To ja! Przyjechałam.
- Cam! – Chłopak wydarł się. Ja rzuciłam swoją torbę. Niall objął mnie w pasie, wypluł kanapkę na trawnik i zaczął się kręcić. Skończyło się oczywiście glebą. Leżeliśmy na panelach w przedpokoju.
- Głodna jestem Niallerku.
- Chodź, znajdziemy coś w lodówce. – Poszliśmy do kuchni. Lodówka niestety była pusta. Chłopak podarował mi litr lodów truskawkowych. Lepsze to niż nic. – Opowiadaj jak tam trasa. I gdzie masz Alexa?
- Wymęczyłam się. Ci piszczący ludzie. Masakra. A Alex pojechał do LA. Nie chciał iść ze mną na imprezę. Jest raczej człowiekiem spokojnym.
- Kiedy go poznam?
- Spokojnie, masz czas. Lepiej ty mi gadaj ile jeszcze mamy do zrobienia. Impreza Loczusia.
- Aaa.. Louis załatwił DJ’a, Liam zaproszenia, wy, że dziewczyny zajmujecie się strojeniem domu, Zayn zgarnia jutro gdzieś Harrego, a ja kombinuję litry alkoholu, przekąski i tort.
- Wow. Jestem pod wrażeniem. Choć tobie nie pozwoliłabym na tort i przekąski.
- Spokojnie, Liam powiedział, że jeśli coś tknę to idę na dietę.
- Straszne.. – Powiedziałam i parsknęłam śmiechem.
- Poczekasz? Ja pójdę obudzić chłopaków.
- Okej.
Siedziałam na parapecie okna jedząc lody. Do pojemnika zaczęły mi wpadać włosy. Zdjęłam z nadgarstka gumkę do włosów i ogarnęłam kudły w nieogarniętego koka. Machałam nogami jak małe dziecko. No tak, rzadko jadało się takie ilości lodów. Radość dziecka nad słodyczami. Przez ten miesiąc troszkę, nieznacznie schudłam. Jadłam w locie, nigdy do syta. Do tego cały ten stres, Louis, stres. Czy ja pomyślałam Louis? Tak. Nie odezwałam się do niego jeszcze. Może dzisiaj? Genialny pomysł Cam. Usłyszałam odgłos zamykanych się na górze drzwi. Chwilę później do kuchni wszedł on. Ten Louis Tomlinson. A co mi tam. Raz się żyje.
- Cześć Lou. – Powiedziałam pogodnym głosem wpierdzielając kolejna łyżkę lodów.
- Niall mógłbyś choć raz nie ściągać mnie tak wcześnie na śniadanie? Ja też chcę się czasami wyspać. – Mówił biorąc sok z lodówki. Wziął łyka.
- No wiesz ty co Lou? Żeby mnie mylić z Niallem.. – Powiedziałam. Chłopak wypluł na mnie sok marchewkowy.
- Cam?! Co ty tu robisz? – Był wyraźnie zszokowany.
- Właśnie zostałam opluta sokiem marchewkowym.
- Ale co robisz u nas w domu.
- O ile pamiętam Hazziątko ma jutro urodziny, a z Los Angeles nie przyleciałabym tak szybko.
- Ahh.. Yyy.. Jak tam? – Lou złapał się za kark. Był zakłopotany.
- Dobrze, a u ciebie? Masz kogoś? – Camila! Ty i ta twoja niewyparzona gęba.
- W zasadzie.. No.. Yyyy…
Odpowiedź sama weszła do kuchni. W mojej koszulce?! Wybacz, koszulce Louisa. Superman. Ukłucie zazdrości. Co gorsza, była to Katie, ta Katie. Nagle jakaś gula stanęła mi na gardle. Nie wiedziałam co powiedzieć. Siedzę na parapecie opluta przez Louisa Tomlinsona, mojego byłego chłopaka, a z nami w kuchni Katie, jego obecna dziewczyna. Zakłopotana podrapałam się po karku, uśmiechnęłam, chyba szczerze. Kate złożyła na ustach mojego, sory już nie, na ustach Louisa soczysty pocałunek. Ale serio? Dobra Cam, ogarnij, on ma do tego prawo, ty tez kogoś masz. W końcu udało mi się wydusić coś do dziewczyny.
- Hej Katie. – Uśmiechnęłam się.
- Ooo. Cam! Cześć. Trochę głupio chyba wyszło. My w kuchni. No wiesz.. – Fioletowo włosa była wyraźnie zakłopotana. Słuchaj kochana też o tym przed chwilą pomyślałam.
- Skąd. Nie przejmuj się. – Kurde, no.. Przy Louisie taka wygadana, a przy niej?!
- O Cam! Widzę, że już się przywitałaś z Louisem i Katie. – Do kuchni wparował Niall.
- Taa.. Wybaczcie mi, ale muszę skorzystać z łazienki. – Pokazałam na swoje ubranie.
- Okej. Możesz iść do mnie, albo do gościnnego. – Blondynek też był trochę zakłopotany.
- Pójdę do ciebie.
Wzięłam swoją torbę i skierowałam się na górę. Camila, nie boisz się ponownego spotkania tej pary, nie boisz się. Jasne, że nie. Nie żywisz do nich urazy. To przyjaciele twoich przyjaciół, musicie żyć w przyjacielskich stosunkach. Co ja kurde kucyk pony? Powoli zaczynam w to wierzyć. Weszłam do łazienki Nialla. Przebrałam się w czarne rurki, biały top i czerwono – czarną koszulę w kratę. Wiedziałam kogo mam ochotę spotkać. Dziewczyny. Były u mnie w domu. Ktoś musi mnie zawieść. Idę do Zayna, go obudzić. Mogę się założyć, że Niallowi się nie udało. Skierowałam się do pokoju mulata. Drzwi były lekko uchylone. Ze środka dochodziło ciche chrapanie. Weszłam do pokoju. Zayn spał opatulony białą kołdrą po czubek nosa. Zaśmiałam się. Usiadłam obok niego. Zaczęłam go szturchać. Nic to nie dało. Wlazłam na niego, zaczęłam skakać, śpiewać, drzeć się, wszystko w jednym. Chłopak po około pięciu minutach podniósł się. Spadłam na podłogę. Wstałam i usiadłam obok niego. Od razu zakleszczył mnie w swoich objęciach.
- Cam! Tak bardzo tęskniłem!
- Nie tylko ty chudzielcu.
- Komuś tu ciałka tez ubyło. Trzeba utuczyć prosiaczka. – Zaśmialiśmy się.
- Zayn, bo ja budzę cię z niecnymi zamiarami.
- Jakimi? Chcesz mnie zgwałcić i sprzedać moje włosy na Ebayu?
- Co? Nie, ale to niezły pomysł. Włosy Zayna Malika! Jedyne 50 dolarów!
- No, no.. Nie rozpędzaj się za bardzo. Tak tanio?
- Ach Zayn, Zayn. Ty szurnięty palancie.
- To jakie masz co do mnie plany?
- Ubieraj się, bo zabieram cię na wycieczkę.
- Gdzie?
- Do mojego domu. Muszę się zobaczyć z dziewczynami.
- Okej. Już lecę się ubierać.
- Masz piętnaście minut!
Wyszłam z jego pokoju i skierowałam się do salonu, gdzie siedzieli już wszyscy. Gdy tylko Liam i Harry mnie zauważyli zaczęli biec w moją stronę. Powalili mnie na ziemię. Nie przeszkadzało im to. Zaczęli mnie ściskać. Więc zostałam dzisiaj wyduszona przez 4/5 One Direction. Na piątego nie liczyłam. On miał dziewczynę. Jakoś nie mogłam przyjąć tego do wiadomości. No ale cóż muszę się z tym pogodzić. Każdy ma prawo sobie ułożyć życie jak tylko zapragnie. On chce je ułożyć z nią. W zasadzie była ode mnie starsza, dojrzalsza, ładniejsza. Ehh. Daj spokój. Kilkanaście minut później ze schodów zbiegł do mnie Zayn. Poinformowaliśmy chłopaków, że wrócimy wieczorem i wsiedliśmy do auta mulata. Od razu rzuciłam do niego pytanie.
- Jak długo Lou i Katie są razem?
- Dwa tygodnie, może trochę dłużej. – Zrobiłam z ust podkówkę. – Ej, Cam nie smutaj.. Ty też kogoś masz.
- Ale to nie to samo Zayn.
- Kochasz Louisa..
- Taaak. Nie! W zasadzie co ja gadam. Miałam zapomnieć o tym popaprańcu.
- Mam podobnie.
- Ale co?
- Niedługo się dowiesz. Może nawet dzisiaj.
- Jesteś okropny Zayn. Żeby mi nie powiedzieć.
Dojechaliśmy pod mój, a w zasadzie już nie mój dom. Podeszliśmy do drzwi. Schowałam się tak, aby dziewczyny mnie nie zobaczyły. Zayn zapukał. Otworzyła mu Abby. Powiedziała tylko: ‘Co znowu Malik?’ W tym momencie wyskoczyłam ja. Moja przyjaciółka zaczęła skakać, piszczeć. Padłyśmy sobie w ramiona. Chwilę później z góry zbiegła jeszcze w piżamie Miles. Rzuciła się na mnie. Boże jak ja uwielbiam te wszystkie powitania. Dziewczyny zaparzyły nam herbaty. Zayn wykłócał się o kawę, ale w końcu my postawiłyśmy na swoim. Malik nie możesz całe życie chodzić o kubku kawy. Dziewczyny oczywiście pytały o trasę, Alexa. Opowiadałam im jaki to on jest spokojny i w ogóle.. Ach. No i stały w uczuciach, tak mi się wydaje. Moje kobietki szerokim łukiem omijały temat naszej drogiej Katie.. Może i dobrze? Nie chciało mi się o niej gadać. Nie żebym była zazdrosna czy coś. Co to to nie ja. Przecież my, że ja i Lou już nie byliśmy razem. Ach. A może jednak ja nadal tego chciałam. Nie wchodzi się trzy razy do tej samej rzeki Cam. Nie daje się trzeciej szansy. Nie w tym wypadku. Przestań o nim myśleć Cam! Musiałam robić dziwne miny, bo dziewczyny dziwnie się na mnie patrzały. Uśmiechnęłam się głupkowato. W końcu poszły się ubrać, bo postanowiliśmy pójść do parku. Zayn cały czas siedział jakiś taki przygaszony. Podsunęłam się do niego, złapałam za ramię i zapytałam się.
- Co się stało?
- A czemu miałoby się coś dziać? Wszystko okej.
- Mnie nie oszukasz. Gadaj.
- Ehh.. Noo.. Zerwałem z Perrie. No bo ją tak w zasadzie zdradziłem.
- Kiedy z nią zerwałeś?
- Miesiąc temu? No, ale zrozum mnie. Jak widziałem jak ty cierpisz, nie chciałem aby ona przez to przechodziła. Przez to, że przez przypadek odkryłaby ten fakt.
- Rozumiem cię chłopie. Idziemy do parku. Masz się wyluzować.
Kilkanaście minut później wyszliśmy z domu. Skierowaliśmy się do parku. Paparazzi wróciłam! No tak, nie da się zapomnieć, już nas śledzili. Ciągle na nas były jakieś błyski. Zauważyłam, że Zayn stara się być jak najdalej od Miles, a pilnuje tego wszystkiego Abb. Chore. Czy ta dwójka wdała się w jakąś bójkę jak mnie nie było? No co jak co, ale ta dwójka była porywcza. Plus Zayn zdradził z kimś Perrie. Miles i Abby musiały się nieźle wkurzyć, bo lubiły różowo włosą. Ruszyliśmy w kierunku Starbucksa. Miałam ochotę na kawę. No i tez ją zamówiłam. Między nami istniała cisza. Dawno się z nimi nie widziałam no i tez nie wiedziałam o czym z nimi gadać. Potem poszliśmy do parku. Śniegu już nie było. Otaczało nas dużo kałuż. Wskoczyłam w jedną z nich omal nie łamiąc obcasów w moich szpilkach. Dziewczyny pisknęły z przerażenia, a Zayna zaczął ze mną wskakiwać do kolejnych kałuż. Znalazłam jakiegoś kija i zaczęłam udawać, że jestem królową ziemi. Wszyscy zwijali się ze śmiechu. Ja wymachiwałam swoim ‘berłem’ na prawo i lewo wydając rozkazy. Przechodnie patrzyli się na nas jak na idiotów. Miles znalazła drugiego patyka i zaczęła udawać, że to miecz. Miała zamiar odebrać mi władzę. Zaczęłyśmy toczyć walkę na miecze. Ze śmiechu z moich oczu leciały łzy. W końcu moja przyjaciółka dźgnęła mnie w brzuch. Zaczęłam teatralnie jęczeć. Uklękłam przed Miles i złożyłam na jej ręce moje ‘berło’. Teraz to ona nami rządziła. Atmosfera się delikatnie rozluźniła. Szliśmy przez park. Byliśmy cali mokrzy. Złapałam Abby za rękę i zaczęłyśmy machać naszymi splecionymi dłońmi jak dzieci w przedszkolu. Jutro kompromitujące mnie zdjęcia obiegną cały świat. Mam to w dupie. Przypomniało mi się jak tarzałam się z Tomlinsonem w liściach. Uśmiechnęłam się szeroko. Wspomnienia z nim związane potrafiły wywołać uśmiech na mojej twarzy.
Doszliśmy do mojego domu. Skierowałam się na górę. Zabrałam ze sobą Zayna. Miałam tu trochę ciuchów Louisa. Dałam mu jakąś koszulkę i dresy. Sama ubrałam zieloną bluzę kangurka i beżowe rurki. Wzięłam również czarne vansy. Ja i Malik musieliśmy się już zbierać. Pożegnaliśmy się z dziewczynami i poszliśmy do auta. Szybko dojechaliśmy do domu. Z impetem otworzyłam drzwi. Śmiałam się z mulata. Ubrania Louisa na nim wisiały. Niebieskooki wpatrywał się w ubiór Zayna. Spojrzałam na jego minę, posłałam mu jeden z moich genialnych uśmiechów i powiedziałam.
- Tomlinson, nie obrazisz się, że pożyczyłam Zaynowi kilka twoich ubrań? Bo jego niestety przez przypadek zostały wrzucone do mojej wanny i nie zdążyły wyschnąć. Z resztą ja jeszcze też nie.. – I po co ja to mówiłam? Chciałam wzbudzić jego zazdrość? Cały był czerwony. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, wszystko nagrać i wstawić na twittera. Nie będę jednak taka chamska. Miałam z nim żyć w zgodzie i dotrzymam tego warunku.
- Ależ oczywiście, że nie Gier. Wszystko gra.
Wszyscy w pokoju wybuchli śmiechem, łącznie ze mną, odejmując Louisa. Uwielbiałam się z nim kłócić, a teraz mogłam to robić zupełnie na legalu, nie bojąc się, że ze mną zerwie. Usiadłam obok Niallera i włączyłam telewizor. Leciały powtórki X Factora. Zaczęłam się z  siebie śmiać. Chłopaki patrzyli na mnie jak na idiotkę. Przejechałam wzrokiem po ich twarzach. Dalej się śmiałam. Nie umiałam dzisiaj powstrzymać głupawki. No co ja na to poradzę? Śmiejąc się poszłam do kuchni. Te geniusze nawet nie uzupełniły lodówki. Zawołałam Nialla i szarpnęłam go za rękaw biorąc jego kluczyki od samochodu. No przecież ktoś musiał uzupełnić zapasy. Mówiąc zapasy mam na myśli przekąski dla Nialla na noc. Lodówka mu chyba starczy. Do sklepu dojechaliśmy po piętnastu minutach. Zabrać dzikusa do sklepu. Ukrył się pod przyciemnianymi okularami. Wrzucałam do koszyka co popadnie. I tak blondynek wszystko zje. Zaczął tańczyć przy stoisku z nutellą. O ile się nie mylę był to taniec radości. Wziął jeden słoik, pocałował go i wrzucił do koszyka. Poszliśmy na mięsa. Niall przykleił się do szyby mówiąc: ‘Kabanosiki..’ Tego człowieka opętało czy co? Gdy w końcu doszliśmy do kasy chłopak dorzucił jeszcze kilka paczek żelków. Koszyk był pełen. Kasjerka patrzała się na nas jak na wariatów. Uśmiechnęła się jednak widząc Nialla. Pokiwała głowa i zaczęła się śmiać. Widocznie mój przyjaciel był częstym gościem tego sklepu. Jego miłością było jedzenie. Ulubioną restauracją Nados. Chłopcy powinni mu zrobić spiżarnię w piwnicy. No bo weź codziennie jeździj na zakupy. Zwariować idzie. Za zakupy zapłacił Niall. Wyszliśmy ze sklepu i wróciliśmy do domu.
Od razu wzięłam się za szykowanie kolacji. Miałam tyle składników, że nie wiedziałam co zrobić. W końcu zdecydowałam się na jajecznicę, a na deser marchewkowe muffiny. Przygotowywałam wszystko w spokoju. Nagle poczułam, że ktoś za mną stoi. Odwróciłam się na pięcie. To był Louis. Wróciłam do przygotowywania kolacji. Wbijałam kolejne jajka na patelnię, a w zasadzie na dwie. Weź zrób tyle jajecznicy dla takiej bandy. Uśmiechnęłam się blado. Nagle Lou się odezwał.
- Możesz mnie nie ignorować? Przyszedłem porozmawiać.
- No to mów Lou. Ja nie kamień, odpowiem.
- Rozmawiasz ze mną jakby się nic nie stało. Jak ty to robisz.
- Powiedzmy. Odpoczęłam od ciebie, pogodziłam się z tym wszystkim. Zostańmy przyjaciółmi.
- Podobno to najgorsze słowa jakie można usłyszeć po zerwaniu.
- Podobno. Sprawdzałeś w praktyce?
- Tak. Raz z tobą. I tak się skończyło związkiem.
- Louis. Mamy kogoś. Ja mam Alexa – Louis skrzywił lekko minę – ty masz Katie. – Teraz to ja przybrałam smutniejszy wyraz twarzy. – Więc bądźmy szczęśliwi skoro los dał nam szansę. Bądźmy przyjaciółmi choćby ze względu na tą czwórkę. Nie chcę się kłócić.
- Ja też nie. Zależy mi na tobie.
- Mi na tobie też Lou. Ale jak na przyjacielu. Przejechałam się już na tobie.
- Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
- Ja weszłam. Nie słucham się przysłów. Mam nadzieję, że choć raz się zgadzamy. Chcemy zostać przyjaciółmi.
- Tak, ale kocham cię Camila.
- Ja ciebie też, ale to i taki nic nie zmienia. Kocham cię Lou, ale trzeci raz do tej samej rzeki nie wejdę.



Hejka ludzie! No na początku pytam sie jak wam sie podoba? No i od razu was informuję, ze do czwartku na 100% nie dodam rozdziału. Egzaminy kochani. Boję się tylko historii. 
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA! 

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział, tylko smutno mi że Lou I Cam nie są razem :c
    Weny życzę :*

    NN ! fame-took-her-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń