czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział 59.



*kilka dni później* narracja trzecioosobowa
Zmęczona dziewczyna siedziała na walizkach. Właśnie wróciła z wakacji ze swoim chłopakiem. Ukochanym chłopakiem. Podszedł do niej i przytulił ją od tyłu. Błysk flesza. Kolejny. Ona delikatnie się uśmiechnęła. Powolnym krokiem, trzymając się za ręce ruszyli w stronę parkingu. Nie obchodziły ich piszczące naokoło fanki. To pewnie ten zgiełk ich tak męczył. Wsiedli do czarnego porsche. Z impetem ruszyli. Jechali uliczkami Londynu. Dojechali pod jej dom. Rozpakowali samochód. Nie wynieśli jednak wszystkich walizek. Weszli do domku. Dziewczyna odezwała się do niego.
- Lou. Musisz teraz zawozić te walizki? Nie możesz zostać ze mną?
- Kochanie muszę się przebrać. Przyjadę wieczorem obiecuję.
Pocałował ją namiętnie na pożegnanie. Zawibrował jego telefon. Sprawdził wiadomość. Położył urządzenie na komodzie. Chwycił ciężkie pakunki dziewczyny i zaniósł je na górę do jej pokoju. Przesłał jej tylko przelotnego całusa i wyszedł z pomieszczenia zapominając o małym szczególe. Rudo włosa stała zdezorientowana na środku korytarza. Jutro on ponownie wraca w trasę i nie chce spędzić z nią całego dnia. Ona natomiast za dwa dni jedzie w trasę. Rozstaną się. Znowu. Nie będą się widzieli szmat czasu. Poszła do kuchni. Zrobiła sobie mocną kawę. Sączyła napój rozmyślając o tym, że za chwilę znowu zostanie sama. Nie, zaraz. Jedzie z Alexem. Będzie śmiesznie. Nie będzie miała prawa się nudzić. Kręciła swoje włosy z nudów na palce.

Louis wszedł do domu. Wszyscy od razu się na niego rzucili. Chłopak śmiał się. Zaczął każdego przytulać po kolei. Wszyscy dopytywali gdzie Cam. No jak to gdzie? W domu u siebie. Też musi odpocząć. Ruszył na górę zostawić swoje bagaże i wziąć prysznic. Wybrał do ubrania czerwone rurki i bluzkę w paski. Standard. Wszedł pod prysznic. Woda spływała po jego mięśniach. Za chwilę musi wyjść, bo się spóźni. Jeszcze chwila. Prysznic dawał ukojenie jego odrętwiałemu ciału. Męczyło go ciągłe siedzenie w jednym miejscu. Zakręcił wodę i ubrał się w przygotowane ubrania. Wysuszył włosy. Zszedł do kuchni, spojrzał na zegarek. Dochodziła trzynasta. Ma jeszcze kilka minut. Usiadł ze swoimi przyjaciółmi w salonie. Jako pierwszy odezwał się do niego Harry.
- Co będziesz robił?
- Zaraz wychodzę. – Odpowiedział krótko.
- A gdzie się Lou wybierasz? – Dopytywała Miles.
- Już się stęsknił za Cam! – Krzyknęła Abby, a wszyscy wybuchli śmiechem. Lou tylko się delikatnie uśmiechnął.
- A jak było na wakacjach? – Zapytał Niall.
- Bosko. Nie wracałbym. Ale trzeba wrócić do rzeczywistości. Zostały nam jeszcze trzy miesiące trasy koncertowej. Cam też niedługo jedzie.
No właśnie, jedzie. Znowu rozłąka. Ich związek jest wystawiany na największe przeszkody. Odległość i czas. Te dwa czynniki potrafią skutecznie zniszczeć miłość. Już raz dały o sobie znać. Stany Zjednoczone. Louisowi wtedy się wydawało, że już jej nie kocha. A teraz? Pojawiła się jeszcze Katie, która była zabawna, miła. Chłopak był rozłamany. Niby kochał Cam, ale coś go ciągnęło do tej drugiej. Chęć zdrady? Już raz to zrobił to dlaczego by tego nie powtórzyć? Niech on ogarnie te myśli! To nie byłoby dobre. Katie to tylko jego przyjaciółka. I niech tak zostanie. Nie obejrzał się, a wybiła trzynasta trzydzieści. Zerwał się z miejsca, założył czarne vansy i zarzucił na siebie kurtkę. Wybiegł w pośpiechu z domu.

Cam siedziała na kanapie oglądając jakąś denną komedię romantyczną. Standardowy schemat. Kochają się, rozstają się, schodzą się. Zastanawiała się nad tym, czy scenarzyści takich filmów nie mogą wymyślić czegoś bardziej ambitnego. Gdy oglądała takie komedie nawet suit był fascynujący. Jak podczas nauki. Ale ile temu miała ona za sobą naukę. Olała ją jak przeprowadziła się do Londynu. Zajęła się muzyką. A w zasadzie to chłopacy zajęli się nią za nią. Wkręcili ją do programu i była im za to bardzo wdzięczna. Trzeba ich zaprosić. Trzeba podziękować. Poszła do przedpokoju po telefon. Wzięła go z komody. Odblokowała. Miała wiadomość. Nie, nie ona. Louis zostawił u niej telefon. Otworzyła ją bez zastanowienia. Jej treść załamała ją totalnie. Wcześniejsze SMS’y z tą osobą również. Odłożyła urządzenie na komodę. Oparła się o drzwi i zsunęła na dół. Schowała twarz w kolana. Zaczęła płakać. Po co on robił to cały czas? Po co udawał, że ją kocha? Wszystko było wyjaśnione. Dlaczego dzisiaj tak wcześnie od niej wyszedł. Cam twierdziła, że Louis już jej nie kocha. Była załamana. Łzy ciągle spływały po jej policzkach. Zrobił to drugi raz. Drugi raz ją zranił. A obiecywał, że więcej się to nie powtórzy.. obiecywał. Nie dotrzymał danej obietnicy. Camila wstała i zaczęła rzucać różnymi przedmiotami po pokoju. Wazony roztrzaskiwały się z hukiem tłukąc na drobne kawałki. Cały salon był zdemolowany. Dziewczyna udał się na górę do łazienki. Wyjęła z szafki dawno nie używaną żyletkę. Zrobiła jedno cięcie na zewnętrznej części nadgarstka. Znowu przez niego cierpiała, zadawała sobie ból. To przez niego. On wyrządzał jej całą krzywdę. Wspominała wszystkie dobre momenty, już za nim tęskniła. Po co dawała mu drugą szansę? Tacy jak on przecież się nie zmieniają. Była od niego uzależniona. To on dawał jej poczucie bezpieczeństwa, miłość. A może szkoda jej było czasu na niego? To typowy babiarz. Ciekawe ile jeszcze lasek miał. Media wiedziały tylko o niej, Camili Gier, zwyciężczyni X Factora. Co powie jej mama, bo córeczka przysięgała jej przecież, że ten Louis już jej nic nie zrobi, że jest wierny. Najwidoczniej się myliła. I co teraz zrobić? Znowu uciec przed problemem? Według niej tak będzie najłatwiej. Znowu wyjedzie do Port Angeles? Nie może. Wiąże ją umowa. Musi zostać w jednym z miast w którym Simon ma wytwórnię. Do jej listy doszło zapytanie mentora gdzie może się wynieść. Chciała być jak najdalej od Londynu. Od miasta w którym wszystko się zaczęło. Cała miłość. A było to w dzień przesłuchań Niallera…

- Zniszczyłeś moją bluzkę! Moją ulubioną bluzkę!
- Ale, to nie moja wina! Ty też nie patrzałaś! Nie czepiaj się mnie kobieto! - Może chociaż jakieś przepraszam?!
- Dla ciebie? Nigdy!
- A może mógłbyś mi chociaż zejść z oczu panie mądraliński?
- Z fanfarami.. Zaraz, zaraz może od razu limuzynę dla panienki, podwiezie panią..
- Wystarczy, że spłyniesz..
- Louisie Tomlinsonie.. Kiedyś o mnie usłyszysz maleńka. Będę sławny, w porównaniu do ciebie..
- Nie przeginaj chłopczyku, bo ta druga butelka coli wyląduje na twojej czuprynie.
- O matko, już się boję.. Boję się księżniczki.. Uważaj, bo manicure ci się zniszczy.
- Nie przeginaj mądraliński!

Uśmiechnęła się na wspomnienie ich pierwszego spotkania. Kolejne cięcie. Otaczały ją małe kałuże krwi. ‘Obiecałaś mu, że więcej tego nie zrobisz’. – pomyślała. On też coś obiecał. I wygląda na to, że obietnicę złamał. Nadal płakała. Krew mieszała się z jej łzami. Przypomniała sobie treść wiadomości. ‘Gdzie jesteś Kocie?! Spóźniłeś się. Ale i tak Cię kocham. xx.’ Łzy przypominały jej o ranie. Ranie, która znowu została otwarta. Schowała twarz w zakrwawionych dłoniach. Usłyszała cisze pukanie na dole. Kto mógł przyjść? Louis po telefon. Jedyna możliwość. Dziewczyna spanikowała, nie wiedziała co robić. Wrzuciła żyletkę do zlewu. Puściła wodę z kranu opłukując swoją małą przyjaciółkę. Spojrzała w lustro. Czarne łzy mieszały się z krwią naniesioną na twarz przez dłonie. Jednym słowem wyglądała strasznie. Cala podłoga była w czerwonej mazi. Nagle pod drzwiami usłyszała kroki. Spanikowała. Co ona mu teraz powie. Ten ktoś pociągnął za klamkę. Camila odwróciła się tyłem do wejścia. Usłyszała dziewczęcy piska za sobą. Odwróciła do tyłu twarz. Stała za nią Abby. Cam ukazała jej się w całości. Przyjaciółka z przerażeniem spojrzała na jej ręce. Podbiegła do niej i ją mocno przytuliła. Już wiedziała o kogo chodzi. Nie musiała się za bardzo zastanawiać. Wzięła mopa i zmyła podłogę. Z dołu było słychać krzyki. Potem Abby umyła twarz przyjaciółce i dała bluzę z długim rękawem. Zeszła na dół po swojego chłopaka. Przyszli do zapłakanej dziewczyny. Cam pokazała swojemu przyjacielowi ręce. Ten opatrzył je w bandaż. Przytulił ją w pocieszającym geście. Cała trójka zeszła na dół. Wszystkie oczy skierowały się na Cam. Nie była w stanie teraz nikomu tłumaczyć co się stało. Widoczne jednak były jej bandaże na rękach. Było pewne, że coś się stało. Usiadła przy stole. Na odwagę zebrała się Miles. Skierowała do przyjaciółki pytanie.
- Co się stało kochanie?
- On to znowu zrobił… - Cam mówiła przez łzy. – Znowu mnie zranił.. Znowu to zrobił…
- Ale jak? Co ci powiedział? Wychodził taki szczęśliwy.. – Gadał Niall.
- Szczęśliwy? No i niech będzie. – Nie mogła powstrzymać emocji. – Nic nie powiedział.
- To dlaczego cię zranił? – Skierował do Camilii pytanie Zayn.
- Zostawił telefon. A ja przeczytałam wiadomość. – Kolejna fala płaczu.
Nie była dalej w stanie mówić. Schowała swoją twarz w ramieniu Niallera. Swojego przyjaciela. On otoczył ją silnym uściskiem, zupełnie niepodobnym do tego Louisowego. Przyjaciele pomogli jej sprzątać salon. Dzisiaj nie było ani troszkę zabawnie. Ciekawe co by było gdyby nie zostawił tu tego telefonu. Zdradzałby ją, prowadził podwójne życie. Ta myśl załamywała ją jeszcze bardziej. Oczy miała napuchnięte. Ciągle ktoś podchodził i ją przytulał. Liam i aby starali się do siebie nawet nie kleić. Wiedzieli, że to sprawia jej ból. Gdy ocierała łzy spojrzała na palec, na którym miała tatuaż. Łza spłynęła po jej policzku.

- Teraz masz na sobie symbol naszej miłości, naszej wiecznej miłości.

Na same wspomnienie słów chłopaka zaczęło się gorzej. Dlaczego on jej to robił? Nie tak dawno jeszcze wyznawali sobie miłość. Nie tak dawno, bo na wyjeździe. Tatuaż wyznanie miłości. To jest na zawsze. Czuła w sercu ból. Na zawsze będzie nosiła jego imię przy sobie. Jak ona się z tym pokaże po tym całym rozstaniu? Z tatuażem Jake’a było łatwiej. Lepsze miejsce do przerobienia. No, bo jak przerobić tatuaż na palcu. Abby zauważyła, że Cam wgapia się w swój palec. Podeszła do niej. Złapała ją za rękę tak, aby zasłonić napis i przytuliła mocno do siebie. Dobrze, że miała ich. Oni byli jej oparciem. Jej jedynym parciem. Dotąd mogła liczyć na Louisa, ale to już się skończyło. Teraz wszyscy siedzieli w kuchni. Nikt nie wiedział co powiedzieć. Harry przeglądał telefon swojego przyjaciela. W jego oczach dostrzec można było łzy. Mu też obiecywał, ze więcej nie zrani Cam. Wszyscy w zespole traktowali ją jak rodzinę. Louisa też. Ale jak on mógł to zrobić drugi raz. Wszyscy się nad tym zastanawiali. Przecież kochał Cam. A jeśli nie to po co tak długo za nią latał. Lou przecież nie był typem kobieciarza. Chłopcy doskonale o tym wiedzieli. Camila była jego trzecią dziewczyną. Wcześniej była Eleanor. Chłopcy ją tylko poznali. Kilka dni później nie byli już razem. Rozstali się jeszcze za czasów X Factora. Chłopak był załamany. Płakał kilka dni. Wbrew pozorom. Nikt nie wiedział jak mu pomóc. Drugi raz to przeżywali gdy zostawił Camilę. Gdy poinformował ją przez media, że już nie są razem. Teraz miał jej oszczędzić tego bólu? Czy myślał, ze jak powie jej to prosto w twarz to będzie lepiej? Nie. Ona i tak już cierpiała. Płakała ciągle. Niall ani dziewczyny nie byli już w stanie jej pocieszyć. Nigdy nie widzieli jej aż tak załamanej. Skakali koło niej jak koło jakiejś księżniczki, której nic nie może się stać.
Do domu ktoś wszedł. Cam siedziała koło Nialla. Zacisnęła kurczowo pięści na brzegu jego koszulki. Przed kanapą stanął Harry. Wyglądał jak ochroniarz. Cała reszta przeniosła wzrok na przybysza. Louis stał ze zdezorientowaną miną. Nie wiedział o co chodzi. Chciał się odezwać, ale Hazza go uciszył. Po policzkach Camili popłynęły po raz kolejny łzy. Wtuliła się w koszulkę Nialla. Nie wiedziała co robić. Z jednej strony chciała rzucić się Lou w objęcia i wyznać jak bardzo go kocha, z drugiej miała chęć stłuc go na kwaśne jabłko. Louis zobaczył opatrunki na nadgarstkach dziewczyny. Były lekko przesiąknięte krwią. Dopiero teraz zauważył, że jej twarz jest opuchnięta. Ledwo widzi na oczy. Zastanawiał się co takiego doprowadziło jego dziewczynę do takiego stanu. Był załamany. Chciał ją przytulić. Zaczał podchodzić do kanapy. Ponownie zatrzymał go Hazza. Cam otarła oczy z łez i chwiejnym krokiem ustała. Była słaba. Podeszła do Loczka i odsunęła go delikatnie. Stanęła w cztery oczy ze swoim chłopakiem. Spojrzała w jego niebieskie tęczówki. Były przepełnione strachem. On w jej oczach dostrzegał żal, nienawiść. Włożyła ręce do kieszeni swoich spodni. Opuściła wzrok na ziemię. Wpatrywała się w swoje stopy. Po chwili podniosła ponownie wzrok na twarz Louisa. W jej oczach stanęły łzy. Chłopak chciał otrzeć je palcem. Energicznie odepchnęła jego rękę. Spojrzała w głąb jego oczu i powiedziała łamiącym się głosem.
- Nie chcę cię więcej widzieć, zabierz swój telefon i wyjdź stąd Louis. – Wszyscy w pokoju patrzyli zdziwieni na całą scenkę.
- Ale co się stało? – Zapytał zdezorientowany chłopak.
- Katie się stała Louis. – Wyszeptała Cam.
- Ale co z nią? – Owszem spotkał się dzisiaj z nią, ale nic poza tym.
- Przeczytaj swoje ostatnie SMS’y. Może zrozumiesz.
- Ale ja przepraszam! Cam! – W oczach Louisa zaczęły zbierać się łzy.
- Nie. Nie musisz już mnie przepraszać. – Camila już ledwo nad sobą panowała.
- Proszę. Daj mi to jakoś wytłumaczyć.
- Już kiedyś dałam ci coś wytłumaczyć. Nie skorzystałeś. – Odwróciła się. Ten złapał ją za nadgarstek.
- Ale co z nami? – Jego głos się łamał.
- Louis. Nie ma już nas. To wszystko skończone. – Po policzkach dziewczyny popłynęły łzy.
Wyswobodziła się z uścisku Louisa i znalazła schronienie w ramionach Nialla. Louis stał zszokowany. Nie wiedział co zrobić. Harry patrzał się na niego z jednej strony współczującymi, a z drugiej nienawistnymi oczami. Nie mając wiele do roboty skierował się w stronę wyjścia. Chwycił szatańskie urządzenie, które dzisiaj zniszczyło jego życie. Trzasnął głośno drzwiami. Stał przed swoim samochodem. Ze złości rzucił telefonem o asfalt. Urządzenie rozbiło się na drobne kawałeczki. Chłopak ukląkł przy szczątkach komórki i zaczął szukać karty sim. Gdy ją znalazł wsiadł do auta i ruszył w bliżej nieokreślonym mu kierunku. Miał ochotę pojechać do domu. Do Doncaster. Jednak nie mógł. Jutro znowu zaczynali trasę. Będzie musiał codziennie patrzeć na dziewczynę, która zniszczyła jego związek. Nie umiał jednak jej nienawidzić. I po co wysyłał sobie z nią te słodkie SMS’y? Niby były tylko dla żartów. Jednak przez nie Camila go rzuciła. Wewnątrz chłopaka grały najsmutniejsze melodie jakie kiedykolwiek słyszał. Nie mógł skupić się na drodze. Prawie spowodował wypadek. Zjechał na pobocze. Włączył awaryjne. Miotały nim emocje. Miał ochotę krzyczeć. Oparł łokcie na kierownicy i schował twarz w dłoniach. Zaczął płakać jak dziecko. Wylewał swoje emocje. Dopiero co ona z nim zerwała a już tęsknił. Było gorzej niż za pierwszym razem. Nie mógł uwierzyć, że już nie są razem, że więcej nie obudzi się w łóżku koło niej. Będzie mu brakowało tych wspólnych kolacji, które zawsze kończyły się sprzątaniem całej kuchni, udawaniu jednorożca, wożeniu jej na fotelu, codziennego całowania, a to wszystko przez jego głupotę. Mógł jej powiedzieć, że chce się spotkać z przyjaciółką. Ale ona wtedy wybuchłaby. Z jednej strony jej się nie dziwił. Mogli spędzić ze sobą kilka godzin. Potem znowu mieli się rozstać na dłuższy czas. Dlaczego on wybrał spotkanie z Katie? Sam zadawał sobie ciągle to pytanie. Miał ochotę wrócić do jej domu, wyznać jej wszystko, spróbować to naprawić. Wiedział jednak, że nie ma już na to szans. Zawiódł jej zaufanie.
Do dziś pamięta ich pierwszy pocałunek. Było to w tunelu zakochanych. Wtedy obiecali sobie tylko przyjaciół. Nie wyszło im. I tak skończyli jako para. Niby nic nie znaczący pocałunek, a jednak. I nadal byliby szczęśliwi gdyby nie jego głupota. Głupota po raz drugi. Ktoś za nim zatrąbił. Oparł głowę o zagłówek. Usłyszał pukanie w szybę. Za drzwiami stał Loczek. Louis otworzył drzwi z drugiej strony i wpuścił chłopaka. Harry usiadał na miejscu dla pasażera i posłał blady uśmiech przyjacielowi. W końcu się odezwał.
- Louis musisz być silny. Nie możesz się poddawać.
- Ale co z tego, że się nie poddam skoro nie mam jej. – Chłopak się wydarł.
- Stary, doskonale wiesz, że tylko i wyłącznie przez własną głupotę. Gdybyś nie pisał takich SMS’ów z Katie byłoby zupełnie inaczej. Na dodatek narobiłeś jej nadziei.
- Wiem. Jestem kretynem. Camila mi teraz nie wybaczy.
- Zgadzam się z tobą w stu procentach. Też bym ci nie wybaczył.
- Serio?
- Tak, ale jestem twoim przyjacielem i jestem tu aby ci pomóc. Kiedyś będzie lepiej. Obiecuję.



Witam was ludziska! Ja szykuję się do egzaminów i naszła mnie taka wena! No i dzięki niej macie ten oto tu rozdzialik. nie powiem, jestem z niego zadowolona. Jest taki głęboki ;d Spodziewaliście się takiego zwrotu akcji? No i przyznam wam się, że odkryłam, że lubię pisać sceny dramatyczne. 
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

5 komentarzy:

  1. Dlaczego to zrobiłaś, przecierz mieli być razem, ja się teraz załamie. Zrób coś niech wyjaśnią sobie wszystko i będą razem, ja teraz ciągle płacze i jestem załamana . . . ;((
    A.S ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj no dajcie mi kilka rozdziałów. Może nie będziecie zbyt zadowoleni, ale tą dwójke niedługo znowu "coś" połaczy. W pewien sposób będą razem. nie chcę wam zdradzić treści. Pytajcie na asku. Może tam wam odpowiem ;p

      Usuń
  2. O ja cie :o Az zaniemowilam.
    Zalamka... Louis juz na prawde przegina :/
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Louis ta twoja glupota jak zwykle wszystko zniszczyla ...


    Rowniez sie przygotowuje do egzaminow i najgorzej bedzie napisac rozprawke z polaka i list czy co tam dadza z niemca ;(


    A ty czego sie najbardziej obawiasz ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej obawiam sie histy. Tak to zreszta lajcik. Prace pisemna mam z angola a kocham ten jezyk. Rozdzial bylby dzisiaj ale tata zabral mi laptopa. Moze uda sie jutro.

      Usuń