wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział 58.



*Cam*
Siedziałam w samolocie. Obok mnie był Louis. Ludzie ciągle się na nas gapili. Co my eksponat muzealny? Na wakacje nie można wyjechać? No tak, cena sławy. Wtuliłam się w mojego chłopaka. Tutaj raczej nie ma paparazzi. Choć nie byłam pewna czy nam nikt nie zrobił zdjęcia. A co ja się przejmuję? Przecież wszyscy wiedzą, że jesteśmy razem. No bo i po co to ukrywać? Jesteśmy szczęśliwi! Niech wie o tym cały świat! Jasne! Lecimy już dwie godziny! I ja całą drogę siedzę cicho. Od celu dzieli nas jeszcze godzina lotu. Zasnęłam wtulona w Lou. Wdychałam jego nieziemskie perfumy. Pachniał tak niesamowicie. Jestem pewna, że uśmiechałam się przez sen. Obudziło mnie szturchanie w ramię. Tak, dolatywaliśmy. Zapięłam pasy. Nienawidziłam tej części lotu. Kilkanaście minut później wysiedliśmy z metalowego ptaka. Skierowaliśmy się do budynku lotniska. Czekaliśmy na bagaże. Oczywiście czekali na nas już tu paparazzi. Skąd oni wiedzą gdzie i kiedy będziemy? Zastanawiające. Stanęłam naprzeciw Lou. Nie wyglądaliśmy zbytnio jak para. On chyba też tak stwierdził bo wziął moją dłoń i splótł swoje palce z moimi. Uśmiechnęłam się blado. Nareszcie wzięliśmy swoje walizki. Skierowaliśmy się do wyjścia, oczywiście w towarzystwie piszczących fanek i panów fotografów. Czułam się jakby to wszystko było ustawką. Przed lotniskiem czekał na nas wynajęty przez Louisa samochód. Szybko spakowaliśmy walizki i wsiedliśmy do auta. Odetchnęłam z ulgą. Odchyliłam głowę do tyłu. Zapytałam się Lou.
- Teraz będzie tak zawsze?
- Ale w jakim sensie? Że będę cię zabierał na wakacje?
- Nie. W tym sensie, że paparazzi będą nam włazili pod nogi.
- Niestety, ale tak. Nie martw się kochanie. Przejdziemy przez to razem.
- Wcześniej też łazili, ale nie aż tak.
- Kochanie, taka cena sławy. Jesteśmy na czasie to i paparazzi chcą mieć nasze zdjęcia.
- Media są chore.
- Są, ale niestety w tym siedzisz.
- Siedzenie w tym jest najprzyjemniejszą rzeczą jaka istnieje dopóki mam ciebie.
- I wzajemnie Marcheweczko.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i ruszyliśmy. Louis włączył radio. Śpiewaliśmy wszystkie piosenki odwalając na maksa. Znowu było ok. Czas mógłby się teraz zatrzymać. Moglibyśmy być tutaj razem. Na zawsze. Ach ten kochany wariat. Dojechaliśmy pod hotel. Był on dość spory. Jakis facet zabrał nasze walizki, a inny auto. Louis objął mnie w pasie i ruszyliśmy w stronę wejścia, które oczywiście było otoczone przez bandę paparazzi. My się jednak nimi nie przejmowaliśmy. A wmawiaj sobie Cam! Cały świat musi obserwować twoje wakacje! Może jeszcze do łóżka za mną wleziecie? Zapraszam. Bardzo chętnie zdradzę wam sekrety mojej sypialni. Dobra, Cam ogar. Doszliśmy do recepcji, Lou wziął kartę. Skierowaliśmy się w kierunku windy. Wjechaliśmy na samą górę do apartamentu prezydenckiego. Powiem tyle. Wow. Możemy przyjeżdżać tu częściej. No normalnie nie wiem jak to opisać. Zarzuciłam Louisowi ręce na szyję. On objął mnie w talii. Zaczął muskać swoje usta moimi. Drażnił mnie. Napalał na siebie! Wpiłam się w jego usta. Stanowiliśmy jedność. Nasze języki toczyły wojnę. W zakończeniu pocałunku przygryzłam jego dolną wargę. Nasze oddechy były przyspieszone, bicie ser również. Tą magiczną chwilę przerwał mój telefon. Ktoś dobijał się do mnie niemiłosiernie. Pokazałam Lou wyświetlacz. Niall. Odebrałam.
- Halo Niallerku? Nie absolutnie nie przeszkadzasz.
- Sorki, ale chciałem się dowiedzieć jak tam lot. Bo wiem, ze już dolecieliście. I wy nie dzwonicie…
- Zaraz, zaraz. Skąd wiesz?
- Internet huczy! Już wiedzą gdzie jesteście. Portale są pełne waszych zdjęć. A nagłówki!
- Przeczytaj mi coś.
- Ok. ‘Camila Gier i Louis Tomlinson na wakacjach. Kolejna ustawka?’ ‘ Camila Gier poleciała na odpoczynek ze swoim chłopakiem przed trasą.’
- Boże jacy kretyni. Dobra Niall ja kończe, bo jestem na wakacjach, chcę poszaleć.
- Spoko, pozdrów Louisa. – I się rozłączył.
- To co dzisiaj kochanie robimy? – Zapytałam się.
- Co powiesz na spacer na plaży?
- Spoko. Tylko przebiorę się w coś lżejszego.
Przebrałam się w lniane szorty i luźną białą koszulkę. Wyszliśmy z pokoju. Oczywiście nie mieliśmy spokoju. Pisk fanek. Daliśmy, tak, my, kilka autografów i wyszliśmy z budynku. Lou splótł swoje palce z moimi. Założyliśmy na oczy aviatory ze złotymi oprawkami. Uśmiechaliśmy się do siebie. Uwielbiam wakacje. Czułam błyski fleszy. Czy oni nie dadzą nam spokoju? Poszliśmy w kierunku plaży. Spacerowaliśmy na krawędzi morza i lądu. Ja zdjęłam swoje klapki, to samo Lou uczynił ze swoimi butami. Woda co chwila oblewała nasze stopy. A my jak to my, cieszyliśmy się jak jakieś głupki. W końcu ja wepchnęłam Louisa do wody. Był cały mokry, a ja się śmiałam. Podbiegł do mnie, wziął mnie na ręce i zanurzył. Woda była ciepła. Rozkoszowałam się jej temperaturą. Chłopak zaczął mnie ochlapywać. Ja piszczałam. Odwzajemniałam mu się. Byliśmy cali mokrzy. Staliśmy w wodzie po pas. Gdy się uspokoiliśmy mój chłopak przyciągnął mnie do siebie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Uśmiechnęłam się. Potem wpił się agresywnie w moje usta. Takiego Lou jeszcze chyba nie widziałam, ale mi się podobał. Uśmiechnęłam się i spojrzałam w jego piękne niebieskie oczy. On też się cieszył. Wyszliśmy z wody. Na brzegu stały z rozdziawionymi buziami dziewczyny. Gorąco im czy co? Ruszyliśmy ociekając z wody do hotelu. Wszyscy gapili się na nas jak na jakichś idiotów. My jak to my oczywiście się chichraliśmy. Wzięliśmy kartę pokojową i wsiedliśmy do windy. Wjechaliśmy na nasze piętro. Weszliśmy do pokoju.
- Lou?
- Tak kochanie?
- Dziękuję.
- Nie masz za co.
- Mam. Pomagasz mi zapomnieć, że otacza mnie stado padlinożerców.
- Stado kogo?
- Paparazzi.
- Matko, jakie nazwy. – Chłopak głośno się zaśmiał. Zawtórowałam mu.
- Rzucają się na ciebie jak jakieś hieny. I co oni sobie myślą? Że są zajebiści? Mylą się. Prawdę znamy zawsze tylko my.
- Eh, Cam. Zawsze nasz temat będzie rozchwytywany.
- A może uciekniemy z show-businessu? Gdzieś na bezludną wyspę?
- Nawet tam nas znajdą. Nie ma miejsca, w którym by ich nie było.
- Jestem głodna. Idziemy cos zjeść?
- No spoko. Tylko się przebierz. – Wystawił do mnie język.

*Abby*
Siedzieliśmy wszyscy w salonie. Prawie zasypialiśmy na kanapie. Głęboko wzdychaliśmy. Bez Lou i Cam w tym domu było nudno. Nagle ktoś głośno zapukał do drzwi. Spojrzałam na chłopaków i zasugerowałam im, że mogą otworzyć. Z miejsca poderwał się tylko Harry. Usłyszałam ten straszny głos. Głos od którego włosy mi stają dęba. Fioletowo włosa weszła do pokoju. Uśmiechnięta od ucha do ucha. Stanęła i powiedziała.
- Co wy tak zamulacie? Nie macie innego zajęcia?
- Na to wygląda. Nasza rozrywka wyleciała na wakacje. – Odpowiedział jej Zayn.
- No to szykujcie się na rozrywkę, ale inną. Zabieram was na imprezę.
- Nie wiem czy mam ochotę. – Tym razem to ja się odezwałam.
- A dlaczego to takie podejście? – Katie nie dawała za wygraną.
- Nie idę! Po prostu. Jak chcecie to was nie zatrzymuję. – Powiedziałam z wyrzutem.
- No siostra. Daj się rozerwać! To, że Cam wyjechała nie oznacza, że nie możesz się bawić. Bez niej też da radę. Zobacz my bez Lou pójdziemy. – Niall i te jego przemowy. Ale wszyscy pokiwali głowami.
- No dobra. Zgadzam się. Idę z wami. Dajcie mi piętnaście minut.
Poszłam na górę w coś się przebrać. Tak, ubrałam byle co, bo po co się stroić na imprezę z Katie? Nie ma to głębszego sensu. Zeszłam na dół. Stanęłam koło uśmiechniętego Liama. Objął mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się sztucznie. Pojechaliśmy na dwa samochody. Ja jechałam z Liamem i Zaynem. Miles nie chciała odstąpić Harrego na krok. Niby nie byli razem, ale przyjaźnili się. Nie daje już im za długo z tym statutem. W końcu się spikną. Będą razem. Jechaliśmy w ciszy. Malik wystukiwał jakiś rytm. Liam zaczął pukać palcami po kierownicy. Nie ma to jak jechać z uzdolnionymi muzycznie chłopakami. Wzniosłam oczy do góry.
- O co chodzi? – Zapytał Liam.
- Czuję się przy was łyso. Nie no nie można pojechać samochodem w ciszy? – Odpowiedziałam.
- Nie z nami kochana. Możemy urządzić dyskotekę nawet w samochodzie. Czego sobie życzysz.. – Jak zwykle wygadany Malik.
- Dzięki Zayn, nie skorzystam. Wolę jechać do klubu.
- Liam! Ona właśnie delikatnie zasugerowała, że nie podoba jej się nasza muzyka! – Krzyknął Zayn.
- Co to to nie! Nie będziesz mi Malik wyciągał słów spomiędzy wersów!
- Zayn, nie masz z nią szans. Nie zadzieraj z Abby.
- Ja nie mam szans z tą malutką, niewinną dziewczynką? Liam nie żartuj sobie. Jestem zdolniejszy niż ci się wydaje.
- Mylisz się Malik! – Warknęłam.
- Zobaczymy Horan! Jeszcze cię pokonam. Jesteś słaba jak i twój brat. Nie raz i nie dwa się z nim tłukłem.
- To co Zayn? Solo jak wrócimy? Gołe klaty i rozpięte rozporki?
- Nie. Nie gołe klaty. Rozpięte rozporki owszem.
- Matko, moja dziewczyna umawia się na solo z moim przyjacielem. Zwariowane. – Podsumował Liam.
Dalszą drogę spędziliśmy śpiewając i śmiejąc się. Nie kłóciłam się już z Zaynem. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z auta. W tej chwili pożałowałam, że ubrałam się jak ubrałam. Staliśmy pod najmodniejszym klubie w mieście. Na parkingu stała również reszta naszych znajomych. Katie machnęła do nas ręką. Podeszliśmy. Momentalnie mój uśmiech gdzieś uciekł. Do wejścia ustawiona była długa kolejka. Fioletowo włosa jakby niczym się nie przejmowała podeszła do ochroniarza i szepnęła mu cos na ucho. Ten otworzył bramkę i lustrując nas wzrokiem wpuścił. W tle grała muzyka. Tłumy szalały. Przy barach siedzieli ludzie. Chłopcy już chcieli ruszyć na parkiet, ale Katie ich zatrzymała. Ruszyliśmy dalej. Kolejna bramka. Katie ponownie szepnęła cos ochroniarzowi. Ponownie weszliśmy. To była strefa vip. Znajdowało się tu mniej ludzi i grała lepsza muzyka. Usiedliśmy przy jednym stoliku. Wszyscy oprócz mnie i fioletowo włosej poszli tańczyć. Siedziała naprzeciwko mnie i mi się przyglądała. Nie wiem o co jej chodziło. W końcu się odezwała.
- Powiesz mi coś?
- Zależy co, ale postaram się odpowiedzieć.
- Za co mnie tak nie lubisz?
- A skąd podejrzenie, że cię nie lubię?
- To widać. No proszę, powiedz mi.
- Wyobraź sobie, że masz przyjaciółkę, kochasz ją jak siostrę. No i nagle jej facet wyjeżdża na jakiś czas. Poznaje tam dziewczynę i jak twierdzi są przyjaciółmi.
- I tą dziewczyną jestem ja? Nie wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
- Nie za bardzo. Louis i Cam też byli „przyjaciółmi”. – Nakreśliłam cudzysłów w powietrzu.
- I co było dalej?
- No i jak ona wyjechała do Stanów to się ujawnili. Nie za długo wytrzymali. Rozstali się po jakimś czasie.
- Ale teraz są razem.. Nie rozumiem.
- Zanim do siebie wrócili minęło trochę czasu. Życie ciągle im rzuca kłody pod nogi, a teraz ty. Mam złe przeczucie. Cam tez była kiedyś tylko przyjaciółką. Eleanor też.
- Sugerujesz, że Louis nie jest stały w uczuciach?
- Nie, ale jest uległy i to mnie martwi. To, że może popełnić błąd i znowu tego żałować.
- I za to mnie nie lubisz? Za to, że mogę rozwalić ich związek? Nie z tych jestem. Mi samej kilka razy inna rozwaliła związek i nauczyłam się tego nie robić. Nie wplątuję się w romanse z kimś kto jest zajęty. Możesz mi zaufać Abby.
- Powiedzmy, że ci wierzę. Ale obiecaj mi to. Nie chcę żeby Cam znowu przez niego cierpiała.
- Obiecuję. Nie zrobię tego.
- Wiesz co? Chyba jestem w stanie cię polubić.
- A już się bałam, że nikt w tym domu oprócz Harrego i Louisa mnie nie zaakceptuje.
- No idziecie tańczyć? – Rozmowę przerwał nam Harry.
- Z tobą Haroldzie zawsze. – Powiedziała Katie i wybuchłyśmy śmiechem.
Chłopak spojrzał się na nas dziwnie. Ja machnęłam tylko ręką i ruszyliśmy na parkiet. Zayn i Miles stali przy barze. Pijaki. A co mi tam. Poszłam do nich. Zaprosili mnie na stołek obok siebie i postawili kolejkę. Kieliszek za kieliszkiem. Zaraz, zaraz. Czy Miles klei się do Malika? Nie, wydaje mi się. Chwiejnym krokiem doszłam do naszego stolika. Siedzieli tu wszyscy oprócz tej dwójki przy barze. Usiadłam na kanapie obok Liama. Ten spojrzał się na mnie dziwnie. Uśmiechnęłam się szeroko. Rzadko, no dobra może mniej rzadko zdarzało mi się tyle wypić. Chłopak wzniósł oczy ku górze i mnie przytulił. Katie zamówiła butelkę wódki do stolika. Zaraz! Kto nas zawiezie do domu? No tak, przecież są taksówki na tym świecie. Nie, ja już nie piję. Dość Abby. Jak ty jutro będziesz wyglądać? I tak jak postanowiłam tak też było. Wszyscy oprócz mnie chlali. Po kilku godzinach stwierdziliśmy, że pora wracać. Poszłam po Zayna i Miles. Stanęłam jak wryta gdy ich zobaczyłam. Chłopak przypierał czerwono włosą do ściany i namiętnie całował. Ta swoje palce wplecione miała w jego włosy. I co tu robić? Co tu robić? Podeszłam do nich i delikatnie odchrząknęłam. Nie podziałało. Chrząknęłam głośniej. Zwrócili na mnie swoje twarze i natychmiastowo od siebie odskoczyli. Zaczęłam tupać stopą oczekując tłumaczeń. Nie doczekałam się jednak. Wskazałam dwójce wyjście. Krzywym krokiem doszliśmy do ławki, na której czekali na nas pozostali. Kilka minut później podjechały dwie taksówki. Ja wsiadłam z Liamem i Zaynem. Od razu się wydarłam.
- Zayn! Oczekuję wytłumaczeń!
- No co? Spiknęlismy się. Pogadaliśmy trochę. – Odpowiedział zmieszany.
- Ty masz dziewczynę kretynie!
- O w mordę. Zapomniałem. Tyle się nie widzieliśmy. – Równocześnie przybiliśmy z Laimem facepalma.
- To sobie przypomnij kretynie.
- Ale kochana Abby, nie powiesz jej nic no nie?
- Zastanowię się. Nie mogę nadal uwierzyć, że to zrobiłeś! To skandaliczne! Jutro sobie z tobą pogadam.
- Dobrze. A ty Daddie mógłbyś mnie obronić!
- Ja się przy Abby nie odzywam mój drogi. Nie chcę skończyć jak ty.
- Czyli jutro zginę za swoje grzechy? – Zapytał przerażony Malik.
- Tak, spalę cię na stosie. – Odpowiedziałam poważnie.
- Liam! Zlikwiduj cały ogień w domu! Boję się tej wiedźmy!
- Stary przykro mi, ale umówiłeś się z nią na solo. Nic nie poradzę. Twoja wina.
Dojechaliśmy do domu. Wszyscy udali się do swoich pokoi. Katie pojechała do siebie. Wzięłam szybki prysznic i ułożyłam się obok Liama. Ten pocałował mnie w czoło i zasnęliśmy koło siebie. Wtuleni, jak zawsze.

Znowu mnie długo nie było. Przepraszam. Stwierdziłam, że w tym rozdziale może spróbuję was przekonać do Katie. Ale nie na długo. Jak wam się podoba ?
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA!

3 komentarze:

  1. super rozdzial :**
    Zayn z Miles dziwne ale by bylo ciekawie heheh ;DD
    nie moge sie doczekac co bedzie w kolejnym rozdziale...
    ohh bedzie sie dzialo heheh ;***
    kochamm <33 i z niecierpliwoscia czekam na nexta *,*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahha :D Rozwalilo mnie to: " O w mordę. Zapomniałem. Tyle się nie widzieliśmy." Piszesz bosko! Przeprosiny oczywiscie przyjete :* Weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne, śmiałam się przez cały rozdział <3

    OdpowiedzUsuń