wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 56.



*Cam*
Zeszłam na dół. Czy oni nie mogli siedzieć ciszej? Widzieli w jakim jestem stanie. Ledwo widziałam na oczy. Ze schodów schodziłam po omacku. Przecierałam oczy, ale to nic nie dawało. Stanęłam chyba przy Abb. Zaczęłam gadać.
- Co wy się tak drzecie. Spać w tym domu nie można? Nawet Bo… - ..oBear zachowuje się ciszej. Nie dokończyłam tego zdania, bo zobaczyłam jego. – Bo ja pójdę spać.
Nie chciałam na niego patrzeć. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam na górę.  Zirytowana. Jedyne słowo, które potrafi mnie teraz opisać. Weszłam do pokoju blondynka. Skoczyłam, dosłownie, na łóżko. Naciągnęłam na głowę kołdrę. Chciałam zostać sama. No i tak było. Gdyby nie Louis pewnie siedziałabym teraz tam z nimi. Gdyby go tam nie było. Przestań o nim myśleć. Schowałam głowę pod poduszkę. Ktoś otworzył drzwi. No dobra, obstawiaj kto. Niall. Louis nie ma psychy. Ten ktoś stał, nie chciał koło mnie usiąść. Zdjęłam nakrycie z głowy i od razu pod nie wróciłam. Przy łóżku stał boski Louis Tomlinson. Usiadł koło mnie geniusz walony.
- Cam, porozmawiaj ze mną. – Nie zamierzałam wychodzić spod tej kołdry. Louis mnie odkrył, ja spowrotem się nakryłam. – No przepraszam, zachowałem się jak idiota. Po prostu nie wiedziałem o czym z tobą gadać. Radziłem się Katie..
- To ona ma lepsze pomysły ode mnie?! – Wkurzyłam się. Wylazłam spod kołdry. Zaczęłam się drzeć. – Nie czaisz tego, że może chciałam z tobą posiedzieć milcząc?! Nie widzieliśmy się trzy miesiące! – W moich oczach stały łzy.
- Cam ja przepraszam.. – Chłopak wyszeptał. Jego oczy robiły się szkliste. Widziałam to w świetle księżyca.
- Zepsułeś mi cały dzień! Rozwaliłeś tak piękny dzień! – Darłam się tłukąc go po torsie. Ciągle płakałam. Po moich policzkach płynęły strumienie łez. Usiadłam i oparłam głowę o kolana. – Wkurwiłeś mnie!
- Przepraszam, tak mi przykro. – Przysunął się bliżej mnie i objął swoim ramieniem. Wtuliłam się.
- I przestań przepraszać.
- Ale jak mam nie przepraszać skoro ciągle cię ranię?
- To rób wszystko żeby mnie nie ranić.
- Obiecuję, że więcej cię nie zranię. – Pocałował mnie we włosy. – Musisz się wyspać, jutro podpisujesz kontrakt z Simonem. Ja już idę.
- Poczekaj, przyjdę za chwilę do ciebie.
Louis poszedł do siebie do pokoju, a ja na dół. Skierowałam się do kuchni. Gdy mijałam przyjaciół czułam na sobie ich wzrok. Spojrzałam się na nich i szeroko uśmiechnęłam. Wiedzieli już, że wszystko jest okej. Z lodówki wzięłam butelkę soku marchewkowego i poszłam do pokoju Lou. Jakoś ode chciało mi się spać. Mój chłopak był w łazience. Otworzyłam butelkę mojego ulubionego napoju. Zaczęłam pić. Wtedy wystraszył mnie Boo. Oblałam koszulę Nialla pomarańczową cieczą. Chłopak posłał mi uśmiech ukazując rządek prostych zębów. Wstałam i próbowałam zrobić wkurzoną minę. Zrobiłam jeden krok w jego stronę. Ten szarpnął klamkę i poleciał na dół. Biegłam za nim drąc się: ‘Zabiję cię Tomlinson!’. Wszyscy, którzy siedzieli w salonie obserwowali naszą gonitwę z rozbawieniem. W końcu dopadłam go w kuchni. Powaliłam na kafelki. Usiadłam na nim okrakiem, zdjęłam koszulkę (bez skojarzeń proszę, miałam na sobie bieliznę) i wytarłam mu nią twarz. Wiedziałam, że teraz to ja powinnam uciekać. Z piskiem zaczęłam biec. Schowałam się za fotel, na którym siedział Niall. Byłam cicho jak mysz pod miotłą. Chłopaki chyba jednak mnie wydali. Stanął nade mną mój chłopak. Uśmiechnęłam się do niego głupkowato. Jednym zwinnym ruchem przerzucił mnie sobie przez ramię. Otworzył drzwi prowadzące na taras. Zaraz, zaraz on chyba nie zamierzał… Biłam go po plecach. Fakt był taki, że mieli lekko podgrzewany basen, dzięki czemu nie zamarzł na zimę. Za nami wybiegli moi przyjaciele. Spojrzałam na nich błagalnym wzrokiem. Nie ulegli mi. Chwilę później poczułam, że Lou podskakuje. Szykuj się na szok Cam. Louis Wskoczył do wody. Wydarłam się głośno. Tak, woda była lodowata. 2:1 dla Tomlinsona. Stałam i szczekałam zębami. Naokoło nas leżał śnieg. Nie no kąpiel w basenie zimą, genialny pomysł. Mój chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił. Zrobiło mi się trochę cieplej. Złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Rozchyliłam wargi chcąc więcej. Chwile później nasze języki tańczyły jakiś egzotyczny taniec. Wplotłam swoje palce w jego gęste, mokre włosy. Louis złapał mnie za biodra. Oplotłam się nimi wokół jego talii. Odsunęłam na chwilę swoją twarz od jego i przypomniało mi się, że za nami wyleciała cała nasza paczka. Spojrzałam na miejsce, w którym ostatnio stali. Ciągle tam byli. Mieli zszokowane miny. No tak, nieczęsto widzieli mnie i Lou w takiej akcji. Może to był drugi raz? Może trzeci? My się raczej kryliśmy ze swoim uczuciem. Trzeba to zmienić. Zeskoczyłam z chłopaka i skinęłam głowa na naszych przyjaciół. Oboje się speszyliśmy. Boo wylazł z basenu, a potem pomógł mi. Nadal speszeni udaliśmy się do jego pokoju. Pożyczył mi swoją koszulkę. Zaskoczę was, nie była w paski. Była to niebieska koszulka z logiem supermana. Cóż za przyjemna odmiana w koszulkach mojego chłopaka. Nadal cała się trzęsłam. Louis zrobił nam gorącą czekoladę i przyniósł do pokoju. Szybko ją wypiliśmy. Potem wleźliśmy pod kołdrę i przytuleni do siebie mocno zasnęliśmy.

*następnego dnia*
Jakieś barany wbiły nam rano do pokoju. Brzdąkała mi nad uchem gitara. Ręką zaczęłam szukać Louisa. Nie było go już przy mnie. Naciągnęłam kołdrę na głowę. Czy ja usłyszałam o śniadaniu  z Maca? Może jednak wstanę? Ktoś nagle zaczął po mnie skakać. Przeraziłam się. Szeroko otworzyłam oczy. Gwałtownie usiadłam. Nade mną stało całe One Direction z wyjątkiem Zayna. Tak, tego to nie da się obudzić. Za chwilę chłopcy wyszli, został ze mną tylko Lou. Wystawiłam w jego kierunku usta. Złożył na nich delikatny pocałunek. Uśmiechnęłam się. Wtedy on powiedział.
- Dziewczyny wczoraj ci przywiozły tu kilka ciuchów. Tak żebyś nie musiała chodzić ciągle w moich.
- Boże, są genialne. Mam się w co ubrać na spotkanie z Simonem. Pójdziesz ze mną?
- Oczywiście. Nie bój się Simon nie gryzie.
- Ale to nie zmienia faktu, że dzisiaj zaczynam swoją przygodę z show-biznesem. Denerwuję się.
- Nie ma czego. Zawsze masz nas. My jesteśmy twoim wsparciem.
- Która godzina?
- Ósma. Za godzinę wyjdziemy.
- Mam tylko godzinę na ogarnięcie się?!
- Masz aż godzinę na ogarnięcie się. Ja idę ci zrobić śniadanie, a ty się ubierz, umaluj, co tam sobie chcesz. – Już miał wychodzić. – A zapominałbym. Ubrania masz w szafie, a kosmetyki w łazience.
I zostałam sama. Podbiegłam do szafy. Wybrałam czarne rurki, czarną bokserkę i zieloną marynarkę. Miałam nadzieję, że znajdę i zielone szpilki. Zaczęłam szperać po butach. Nie znalazłam jednak żadnych szpilek. Leżały natomiast zielone conversy. Wyjęłam je z szafy i poszłam do łazienki. Moje włosy po wczorajszej przygodzie z basenem wyglądały okropnie. Jak słoma. Złapałam je w nieogarnięte coś (czyt. koka). Delikatny make-up. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze piętnaście minut. Zbiegłam po schodach. Po domu roznosił się zapach gofrów. Uśmiechnęłam się. Usiadłam przy blacie. Zaczęłam jeść pyszne śniadanie. Usłyszałam pukanie do drzwi. Poleciał je otworzyć Loczuś. Usłyszałam tylko: ‘Zaraz wychodzi z Cam. Nie będzie go cały dzień. Ale jak chcesz to wchodź.’ Ukazała mi się fioletowo włosa dziewczyna, Kate. Pomachałam jej tylko ręką i dalej jadłam śniadanie. Lou tylko blado się do niej uśmiechnął. Fajnie przywitał swoją przyjaciółkę. Dobra Cam ogarnij. Zjadłam i przytuliłam się do Lou. Mieliśmy jeszcze pięć minut do wyjścia. Cam geniusz, nosi conversy zimą. Zima, przypomniało mi się. Poleciałam na górę. Wzięłam swój brązowy płaszczyk, a ulubione trampki zamieniłam na wysokie brązowe kozaki. Lou czekał już na mnie pod drzwiami. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy.
Na miejscu byliśmy dziesięć minut przed czasem. Ja już siedziałam zestresowana. Ręce mi się pociły. Ale dlaczego? Przecież już wygrałam ten program, już nikt mi tego nie zabierze. Louis splótł swoje palce z moimi. Spojrzałam na nasze dłonie uśmiechnęłam się. Wtedy otworzyły się wielkie szklane drzwi. Ujrzałam drobną blondyneczkę z przyjaznym uśmiechem. Skierowała się do mnie i powiedziała.
- Pan Cowell pani oczekuje.
- Jasne. – Powiedziałam zestresowana. Pociągnęłam Louisa za rękę.
- Samej. Oczekuje pani samej. – Powiedziała z przekąsem.
Louis usiadł. Ja weszłam za szklane wrota. Przeszłyśmy przez długi korytarz. Kolejne szklane wrota. Mała kobietka otworzyła je i poinformowała mojego mentora, że mnie przyprowadziła. Weszłam do wielkiego gabinetu. Ściany były tu koloru kremowego. Wisiały na nich dyplomy, nagrody, płyty. Simon siedział przy dębowym biurku. Na fotelu naprzeciwko niego siedziała rudowłosa kobieta. Rozmawiali o czymś. Gdy mnie ujrzał zawołał ręką i kazał usiąść na wolnym fotelu. Wyglądał na szczęśliwego. Zaczął mówić.
- Camilo, chciałbym abyś poznała Sarę Connolly. Będzie twoim menagerem.
- Miło mi panią poznać. Może mi pani mówić Sara. – Miała irlandzki akcent.
- Proszę, tylko nie pani. Camila, Cam. Po prostu. – Zaśmiałyśmy się obie.
- Więc przejdźmy do konkretów. Camilo. – Simon zaczał.
- Cam. Proszę Simon mów do mnie Cam.
- Okej. Więc Cam. Mam dla ciebie do zaproponowania kontrakt na pięć lat. Cztery płyty, cztery trasy koncertowe. Dziesięć procent ze sprzedaży.
- To za długo Simon. Nie chcę się wiązać kontraktem na tak długi czas. A co będzie jak mi nagle coś odwali?
- Dobrze. Więc trzy lata. Dwie płyty, dwie trasy. Dziesięć procent.
- Na to mogę się zgodzić.
- Muszę cię również poinformować, że masz obowiązek powiązać się umowa z Mangamentem. – Tylko nie oni. Pomyślałam.
- A co jeśli bym tego nie zrobiła?
- Tracisz tytuł zwycięzcy X Factora i kontrakt.
- Dobra podpisze. – Simon podał mi dwa pliki kartek. Nawet tego nie przeczytałam, od razu podpisałam.
- Kolejna sprawa. Trzeciego stycznia zaczyna się nasza trasa po UK. Jadą wszyscy finaliści. Będziesz śpiewała te piosenki, które zaprezentowaliśmy w programie. Zgadzasz się?
- A mam inne wyjście?
- No nie. – Zaśmialiśmy się. – W zasadzie to by było na tyle. Jeśli czegoś nie będziesz wiedziała pytaj Sary.
- Okej. To do widzenia Simon.
Wyszłam z gabinetu. Moja pani menager jeszcze została. Pewnie i ona omawia warunki umowy. To było dziwne. Ta cała rozmowa przebiegła tak szybko. Coś mi nie pasowało. Wyszłam ze zdziwiona miną. Louis czekał i się niecierpliwił. Był zdziwiony gdy mnie zobaczył. Podszedł, objął mnie ramieniem i zapytał się.
- Tak szybko?
- No tak. Dziwne no nie? Została tam moja menagerka. Wy też tak mieliście?
- Tak. Ustalają warunki umowy. – Uspokajał mnie chłopak.
- To co robimy? Gdzie idziemy?
- Teraz pójdziemy do jakieś kawiarni, zjemy ciastko, wypijemy kawę. Pojedziemy później do ciebie, spakujemy się.
- Louis, ja się na razie nie przeprowadzam. Rozmawialiśmy już o tym. – Spojrzałam na niego poważnym wzrokiem. Jego ciągle się śmiały.
- Ale ja nic nie mówiłem o przeprowadzce. Lecimy na kilka dni na Gran Canarię.
- Zabierasz mnie na wakacje?
- Wakacje to to nie są, ale mały wypoczynek. Pasuje?
- Oczywiście! – Wydarła się i rzuciłam chłopakowi na szyję. Nie uszło to na pewno uwadze paparazzi. Jutro będziemy w gazetach! Jupi! Louis objął mnie w pasie i zakręcił. Kręciliśmy się i kręciliśmy. W końcu dureń Tommo stracił równowagę i leżeliśmy w śniegu. Śmialiśmy się. – Teraz to nam się przyda ta kawa. Idziemy?
- Jasne.
Lou pomógł mi wstać ze śniegu. Otrzepaliśmy się i poszliśmy do pobliskiej kawiarenki. Ciągle trzymaliśmy się za ręce. Nie istnieli dla mnie inni ludzie, nie istnieli paparazzi. W tej chwili liczyliśmy się tylko my dwoje. Lou co chwila spoglądał w moje oczy, a ja w jego. Byliśmy szczęśliwi. Z tego naszego rozmarzenia prawie ominęliśmy miejsce, do którego zmierzaliśmy. Weszliśmy. Nie obyło się bez kilku autografów. Nawet mnie poproszono. Mam pierwszego fana! Jupi! Usiedliśmy przy najbardziej oddalonym od ludzi stoliku. Zamówiliśmy dwie szarlotki z bitą śmietaną, latte dla mnie i gorącą czekoladę dla Lou. Siedzieliśmy i się śmialiśmy jak za starych dobrych czasów.

*Zayn*
Siedziałem na kanapie. Naszych gołąbeczków nie było od dziewiątej. I wątpię, że dzisiaj w ogóle wrócą do domu. Wszyscy oprócz Harrego byli spięci. No tak, siedziała z nami dziewczyna, której nie lubiliśmy za to, że przystawia się do Louisa. On był Cam. Aż przypomniało mi się ich wczorajsze darcie ryja. Cam przez niego płakała, ale bardzo się kochali. Mimo kłótni. Wiem coś o tym. Z Pezz notorycznie się kłócimy. Zawsze pójdzie o jakieś pierdoły. Żadne z nas jednak nie zerwie. Wiem o tym, czuję to. A wracając do naszych gołąbków. Jutro sobie jada. Ciekaw jestem co takiego odwalą jak nas nie będzie. Ta wczorajsza akcja z basenem. Nie no myślałem, że zaczną w tym basenie seks uprawiać. Ach ta ich namiętność. No może nie jesteśmy po prostu przyzwyczajeni do tego, że oni aż tak sobie okazują te uczucia. Zaśmiałem się. Wszyscy się na mnie spojrzeli. Jednak głos zabrała Miles.
- Co cię tak rozbawiło Malik?
- Przypomniałem sobie jak Cam z Lou prawie się wzięli w basenie. – Wszyscy wybuchli śmiechem. Poważna siedziała tylko Kate.
Miles też irytowała jej obecność. Bo pani fioletowe włosy ciągle kręciła się koło Stylesa. A wszyscy doskonale wiedzieliśmy, że Hazza i Miley ze sobą kręcili. Dostałem od Lou SMS’a. ‘Nie wracam dzisiaj na noc. Tak, jestem spakowany. Wpadniemy rano po bagaże.’ Odklepałem mu tylko krótkie ‘OK.’ Cieszyłem się do telefonu. Zacząłem nucić jakąś piosenkę. Było to Rock me. Wszyscy zaczaili i zaczęliśmy razem śpiewać. Zabrakło nam tylko kogoś do solówki Lou. Zaśpiewała ją Abby. Doszliśmy do refrenu. Genialny DJ Malik musiał oczywiście pozmieniać słowa. Zamiast ‘Rock me’ zaśpiewałem ‘Fuck me’. Wszyscy w pokoju wybuchli śmiechem. Nie skończyliśmy piosenki. Zasmuciłem się. A potem przypomniałem sobie moje słowa. Znowu się cieszyłem. Liam zapytał.
- Zayn skąd ci przyszedł pomysł na taką zmianę słów?
- Bo Louis zostaje na noc u Cam. – Cieszyłem mordę jak jakiś pięciolatek.
- To szykuje się upojna noc. – Skomentował Niall.
- Ciekawe czy Louis ma gumki. – Ach ten Hazza. Wszyscy wybuchli śmiechem. Nawet Katie.
- Nie martw się. Camila ma zapas w szafce nocnej. – Całą sytuację skomentowała Miles.
- Ta to przygotowana na każdą sytuację. – Liam jak zwykle był spokojny.
- No wiecie, Louis nie raz u niej nocował. – Musiałem to powiedzieć.
- A ona u nas to co? Nikomu nie skończyły się zapasy gumek? – Spyta dociekliwy Harry.
- Mi nie, ale Niall raz ich złapał. – Zawstydziłem blondynka.
- Oj, ale to tylko dlatego, że nie umiem pukać. – Nialler próbował się bronić.
- Oni i tak by cię nie usłyszeli byli zbyt zajęci sobą. – Zaśmiał się Styles. Dziewczyny patrzały się na nas z minami wtf?!
- Dobra, zejdźcie z nich. Lepiej powiedzcie kto was przyłapał. – Abby ty ciekawska dziewczyno!
- Dobra, ja pierwszy. – Odezwał się Loczek. – Przyłapał mnie ojciec. Powiedziałem mu, ze szukamy pilota. I wiecie co? Uwierzył.
- Ta, jasne. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że jego syn nie jest już prawiczkiem. – Skwitowałem. – Mnie złapała mama. Nie prawiła mi pogadanek. Prosiła o jedno. ‘Zabezpieczaj się synu!’ – Próbowałem naśladować głos mojej mamy.
Wszyscy wybuchli śmiechem. I gadaliśmy tak aż do wieczora.


Joł ludki. Rozdział taki trochę krótki. Wybaczcie. Ale jak go oceniacie? Co wam się najbardziej podoba? Czekam na opinię.
Zostaw po sobie ślad! CZYTASZ=KOMENTUJESZ DLA CIEBIE TO TYLKO CHWILA, DLA MNIE MOTYWACJA

3 komentarze:

  1. Super! :-D Fajnie ze Cam i Lou sie pogodzili i jada na mini wakacje :-) Katie strasznie mnie wkurza! Wwalila sie do ich zycia z buciorami i powoli rozwala szczesliwe pary :-( Czekam nn :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepsza scenka była z ''fuck me'' xD to było zajebiste, wkurwia mnie katie -.- , niech ją samochód przejedzie lub coś, oni powinni być szczęśliwi zasługują na to . . Czekam kiedy następny rozdział . .
    A.S. ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do tego 'fuck me' z kolegą za kazdym razem gdy słuchamy tej piosenki to tak śpiewamy. więc to jest z życia wzięte ;D

      Usuń