*Cam*
Leżałam na łóżku i ciągle przeżywałam to, że Lou nie
zaakceptował mojej ciąży. Nie zasnę dzisiejszej nocy. Byłam zbyt zdenerwowana,
załamana. Na dodatek Alex. Właśnie zakończyłam swój związek. Bardziej dotknęło
mnie to, że Lou.. Nie chcę o tym myśleć. Kurde. Muszę iść przeprosić wszystkich
za moje zachowanie. Już miałam wstawać z łóżka gdy ktoś nagle nacisnął klamkę
od drzwi. Jak zaczarowana patrzałam się w owy punkt. W progu pojawił się Louis.
Miał poważną minę. Otarłam wierzchem dłoni łzy z policzków. Usiadł obok mnie.
Nie miałam zamiaru zaczynać tej rozmowy. Lou spojrzał się na mnie. Nie chciałam
odwrócić twarzy w jego stronę. Ujął moją brodę w swoje palce. Odwrócił moją
twarz tak abym się na niego spojrzała. W moich oczach pojawiły się łzy. Boo
otarł je kciukiem. Mimo woli się uśmiechnęłam. On posłał mi jeden ze swoich
najpiękniejszych uśmiechów. Rozłożył swoje ramiona. Wtuliłam się w jego tors. Mocno
mnie do siebie przytulił. Oboje zaczęliśmy płakać. Pierwszy raz widziałam Lou w
takim stanie. W końcu do mnie powiedział.
- Przepraszam kochanie.
- Louis, nie masz za co. Wpadliśmy i tyle. Dam sobie
radę.
- Damy radę.
- Nie musisz mi pomagać. Rozumiem, że masz swoje życie.
Rozumiem, że masz dziewczynę, nie chcę niszczyć waszego życia. Już wystarczy,
że zniszczyłam swoje.
- Skarbie, o mnie się nie martw. Ja sobie radę dam. Katie
na pewno zrozumie. Pomogę ci. To w końcu też moje dziecko. Nie zostawię ciebie
z tym samej.
- Lou! Nie możesz sobie przeze mnie niszczyć życia! Choć
ty z nas dwójki bądź szczęśliwy.
- Uszczęśliwisz mnie jeśli pozwolisz mi się sobą
zaopiekować.
- Louis, masz zobowiązania wobec swojej dziewczyny.
- Siedź cicho! Idziemy spać!
- Ubierz piżamę, nie wpuszczę cię do łóżka w ubraniach.
Chłopak się zaśmiał i poszedł do łazienki. Położyłam się
na łóżku i odetchnęłam z ulgą. On chciał się nami zaopiekować. Nie mogłam mu
pozwolić na odejście od Katie. Nie mogłam zranić jej. Chłopak wyszedł z
łazienki. Choć było ciemno widziałam, że jego włosy są mokre. Dawno nie widziałam
takiego Louisa. Gdzieś głęboko się uśmiechnęłam. Wskoczył na łóżko. Usłyszałam
trzask, a chwilę później się zapadliśmy. Wybuchliśmy gromkim śmiechem. Nie no,
co oni sobie na dole pomyśleli.. Walnęłam chłopaka w ramię. W końcu
skończyliśmy na tym, że Boo zdjął materac z wyrka i pościelił nam na podłodze.
Położyłam się obok niego. Objął mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w niego. On
bawił się moimi włosami. Wyszeptałam mu do ucha: ‘Dziękuje.’ I poszłam spać.
*następnego dnia*
Obudziłam się dość późno. Dziwne, nie jestem jeszcze
głodna? Louisa nie było obok mnie. Zeszłam z materaca. Poszłam do łazienki po
gumkę do włosów. Zrobiłam sobie byle jakiego koka na głowie. Zeszłam na dół.
Ani widu, ani słychu. Zrezygnowana usiadłam w salonie, uprzednio oczywiście
biorąc słoik ogórków kiszonych. Nagle z tarasu wyskoczył Louis. Wystraszył
mnie. Podskoczyłam na kanapie. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Przyszedł do mnie i
położył swoją głowę na moich kolanach. Zaczęłam palcami przeczesywać jego
włosy. On się tylko szeroko uśmiechnął. Do domu weszli moi przyjaciele. My nie
zmieniliśmy naszej pozy. Stanęli i zaczęli się dziwnie patrzeć. Lou wstał ze
mnie i usiadł obok. Reszta poszła do kuchni, zapewne nas obgadać. Wstałam i
podeszłam do pomieszczenia. Ustałam w drzwiach. Oni mnie nie zauważyli.
Zażarcie dyskutowali. Właśnie mówił Zayn.
- Mówię wam, oni są razem. Jestem przekonany. Wczoraj
obstawiam, że dała mu kosza. A potem pogodzili się i są together forever.
- Jestem zdania Zayna. – Odezwał się Harry.
- A ja nie. Oni są tylko przyjaciółmi. – Powiedziała El.
Mądra dziewczyna.
- Jeszcze zobaczysz El. Zobaczysz, że mam rację. – Zayn,
myślisz się.
- A mi się wydaje, że El ma rację. – Wreszcie pokazałam,
że wszystko słyszę. Wszyscy podskoczyli jak oparzeni.
- O, Cam. – Powiedziała El.
- Słuchajcie, ja mam dzisiaj spotkanie i muszę pojechać
na zakupy. Trzeba coś kupić na imprezę. Pojadę z Louisem i po południu wracamy.
Ty El pójdziesz po Tay. Ja muszę załatwić wiesz co.
- Spoko, jedź. My tu ogarniemy mieszkanko. Spoko luz.
- Eleanor, proszę cię. Nie gadaj tak, bo boję się jeszcze
bardziej.
- Spokojnie, pójdę po Tay, ona nie pozwoli nam tu na
odwalanie.
- Okej..
- Ty już jadłaś?
- Nie, zjem na mieście. – Poszłam do salonu. – A ty
zbieraj dupę, jedziemy gdzieś. – Powiedziałam do Lou.
- Nie powiesz mi gdzie?
- Nie, dowiesz się na miejscu.
Godzinę później staliśmy pod kliniką. Lou był zszokowany.
Widziałam to w jego oczach. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Wysiadłam z auta. On
nie mógł się ruszyć. Podeszłam do jego drzwi i je otworzyłam. Wystawiła rękę w
jego stronę. Spojrzał się na mnie przerażonymi oczami i ścisnął mocno moją
dłoń. Gdy wysiadł chciałam wyswobodzić swoją z tego uścisku jednak on mi na to
nie pozwolił. Szliśmy przed kliniką trzymając się za ręce, co nas obchodzą
paparazzi? No właśnie nie wiem. Czułam na sobie błyski fleszy. Znowu będziemy
na okładkach gazet. Pociągnęłam mocno Louisa w stronę wejścia. Zatrzasnęłam za
nami szklane drzwi. Pielęgniarki już mnie trochę znały. Jedna z nich dłonią
przywołała ochroniarzy. Zastawili wejście. Robili to prawie zawsze gdy
przychodziłam ja. Na dodatek dzisiaj przyszłam z Lou. Zamieszanie było jeszcze
większe. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę doskonale znanego mi gabinetu. Louis
nadal nie chciał mnie puścić. Zapukałam delikatnie w drzwi i weszłam do środka.
Uśmiechnęłam się delikatnie do mojego lekarza. On dokładnie swoim wzrokiem
zbadał mojego byłego chłopaka. Mężczyzna siedzący za biurkiem odezwał się.
- Dzień dobry pani Gier. Ten pan to?
- Dzień dobry panie doktorze. Ojciec dziecka.
- Nie musi się pan tak bać. To tylko badanie. Zobaczy pan
dzisiaj swoje dziecko. – Lekarz się zaśmiał.
- Lou, już możesz mnie puścić. I tak będziemy mieli przez
to problemy. – Szepnęłam do chłopaka.
- Wolałbym nie. – Odpowiedział mi ledwo słyszalnie.
- Okej, skoro ci to pomaga. Panie doktorze, możemy
zaczynać.
Położyłam się na tapczaniku. Jedną ręką podciągnęłam
koszulkę do góry. Lou ciągle trzymał mnie za drugą. Splótł swoje palce z moimi.
Lekarz rozprowadził jakiś żel po moim brzuchu i zaczął jeździć po nim czymś.
Nie umiem nazwać tego profesjonalnie. Na monitorze pojawiło się małe coś. Louis
siedział i wpatrywał się w to jak zahipnotyzowany. Uśmiechnęłam się. Chwilę
później usłyszałam szybkie bicie serca. W oczach Boo stanęły łzy. Uśmiechał się
i płakał. Nie no musiał mi się ty rozklejać? Zaśmiałam się głośno. Nasze
maluśkie dziecko zaczęło się poruszać. Lekarz skończył badanie na zrobieniu
zdjęcia. Wytarłam sobie brzuch z żelu i porozmawiałam chwilę z mężczyzną.
Wszystko było okej. Wyszliśmy z gabinetu. Lou złapał mnie w talii i zakręcił
wokół siebie. Zaczęłam się śmiać. Ludzie w poczekalni dziwnie się na nas
patrzyli. Zaczęło nam się kręcić w głowie. Boo złapał mnie w pasie i ruszyliśmy
w stronę wyjścia. Samo ledwo szłam. Chwiałam się, bo kręciło mi się w głowie.
Lou wyciągnął z tylnej kieszeni moich spodenek kluczyki. A musieliśmy jeszcze
jechać na zakupy. Pokierowałam Lou do najbliższego supermarketu. Weszliśmy.
Ludzie nie dadzą nam nigdy spokoju. Musieliśmy rozdać kilka autografów. Ktoś z
ludzi rzucił do nas pytanie czy jesteśmy razem. Oboje w jednym momencie
pokręciliśmy przecząco głową. Wszyscy w koło zaczęli się śmiać. Chyba z naszej
reakcji. Zrobiliśmy szybko zakupy i poszliśmy do auta. Znowu prowadził Lou.
Musiałam go instruować. Stwierdził, że niedługo nauczy się tych wszystkich
uliczek. Czyli zamierzał przebywać tu częściej. No tak, obiecał mi pomóc.
Dojechaliśmy pod mój dom. Wysiedliśmy i wesołym krokiem ruszyliśmy do środka.
Momentalnie pojawili się przed nami wszyscy z założonymi na piersiach rękoma.
Zaraz za nimi z przepraszającą miną stała Tay. Posłałam im pytające spojrzenie.
Nialler pociągnął mnie za nadgarstek na sofę. Opadłam na nią bezwładnie. Zaraz
obok mnie usiadł Lou. Miles postawiła przed nami białego laptopa. Abb pokazała
na ekran. Schyliłam się żeby zobaczyć co jest pokazane na tej genialnej stronce
internetowej. Lou również zaczął czytać artykuł.
Camila Gier i Louis
Tomlinson znowu razem!
Dzisiejszego dnia
wokalista grupy One Direction i Camila Gier zostali zauważeni przez naszych
paparazzi przed kliniką w Los Angeles. Zachowywali się jakby do siebie wrócili.
Do budynku weszli trzymając się za ręce, a gdy wracali Tomlinson obejmował
dziewczynę w talii. Wyglądali na bardzo szczęśliwych. Czyżby para spodziewała
się potomka? Czy to było powodem ich powrotu do siebie? Dodajmy, że cała grupa
One Direction właśnie przebywa w domu wokalistki, będą świętować wydanie jej
płyty.
Nie miałam pojęcia co zrobić. Spojrzałam się na Lou. On
również wyglądał na lekko przestraszonego. Dał mi jakiś sygnał oczami i wybuchł
gromkim śmiechem. Zrobiłam to co on. Zdjęcia były faktycznie kiepskiej jakości.
No, ale było widać, że to my, nie da się ukryć. Nasi przyjaciele spojrzeli się
na nas zdziwieni. Pokręciłam głową i poszłam do kuchni przygotować coś do
jedzenia na dzisiejszą imprezę. Zaraz za mną ruszyły dziewczyny. Tylko Tay i El
wiedziały po co byłam dzisiaj u lekarza. Zaczęłam wysypywać do misek chipsy, do
szklanek powkładałam paluszki. Wszystko zaniosłyśmy do salonu. Na tej wielkiej
imprezie mieliśmy być tylko my. Chłopcy od razu otworzyli alkohol. Chcieli mi
polewać, ale ja odmówiłam. Lou nie chciał żebym była sama i też nie pił. Po
około godzinie po raz nasty ktoś, a mianowicie Zayn chciał mi polać.
Powiedziałam mu.
- Nie Zayn, ja na serio nie mogę.
- No weź nie bądź taka cnotliwa. Co boisz się, że
prześpisz się z Louisem?
- Nie o to chodzi, ja nie mogę i tyle informacji powinno
ci starczyć.
- Cam, no proszę cię. Zabaw się z nami.
- Zayn, musze bawić się na trzeźwo.
- To wytłumacz mi o co chodzi. Nam wytłumacz, dlaczego z
nami nie pijesz?
- Kurde Zayn..
- No Cam proszę cię. Wytłumacz nam. – Spojrzałam
przepraszająco na Louisa.
- Jestem w ciąży. – Zdążyłam tylko zobaczyć zdziwione
miny wszystkich zebranych i skierowałam się na górę.
- No i co narobiłeś Malik?! A idź się schlaj! –
Usłyszałam krzyk Lou.
Wyszłam na balkon, który znajdował się koło mojego
pokoju. Usiadłam na drewnianym krześle, które stało pod ścianą. Podciągnęłam
kolana pod brodę. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Byłam roztrzęsiona. W
głębi duszy nie chciałam aby chłopaki wiedzieli o tym. Nie no geniuszu, w życiu
by się nie dowiedzieli. No coś ty.. Przecież ciąży absolutnie nie widać. Sama
siebie oszukuję. Głośno odetchnęłam. No to teraz mogę czekać tylko na hejty.
Drzwi od balkonu otworzyły się. Pewnie El przyszła mnie pocieszać. Twarz miałam
ukrytą w dłoniach. Nie widziałam jej.
- El, możesz mnie zostawić samą. Muszę się po prostu
wypłakać.
- Ale ja nie dam ci płakać. – Przede mną klęczał Lou i
podniósł mój podbródek. Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam. – Wyglądasz jak
panda.
- Ej, no proszę mnie nie komentować! No może się trochę
tylko rozmazałam.
- Trochę? – Chłopak się zaśmiał. – Nie przejmuj się
chłopakami, muszą przyswoić ta informację.
- Ciekawe czy równie dobrze przyswoją to, że ojcem jesteś
ty. To już nie jest takie oczywiste.
- Cam. Nie zamartwiaj się, będzie dobrze. I nie przejmuj
się tym głupim gadaniem.
- Dziękuję Lou.
- Za co?
- Za to, że jesteś przy mnie.
- Cam, od tego są przyjaciele. – Drzwi balkonu otworzyły
się po raz kolejny. Zobaczyłam czuprynę Eleanor. Dziewczyna klęknęła koło
Louisa z zatroskaną miną.
- Co się stało kochana? – Powiedziała do mnie troskliwie.
- Przejęłam się trochę tą sprawą z Zaynem. –
Powiedziałam.
- Ej, nie przejmuj się. On ma teraz wyrzuty sumienia, że
tak z ciebie to wyciągnął.
- Powinnam im to wcześniej powiedzieć.
- Kochanie. Wszystko zrobiłaś dobrze. Też bym się bał. No
i gdyby nie ty sam bym im pewnie nie powiedział.
- Zaraz, zaraz. Czegoś nie czaję. Wy jesteście razem? –
Zaciekawiła się El.
- Nie. – Odpowiedziałam jej smutnym głosem. Usiadła na
poręczy krzesła i mnie przytuliła. Lou ciągle się nam przyglądał. Już weselszym
głosem powiedziałam. – Co się tak przyglądasz?
- A co zabronisz mi? – Próbował żartować.
- Nie, ale zawsze mogę cię wywalić z łóżka. –
Powiedziałam żartobliwym tonem.
- Jaka groźna się znalazła.. I gdzie ja mam wtedy spać?
Na podłodze?
- Niall chętnie podzieli się z tobą kanapą. – Odezwała się
El i wybuchliśmy śmiechem. Zza futryny wychylił się kolejny łeb. Jasne zleźcie
mi się tu wszyscy. Tym łbem okazał się Malik. El i Lou zostawili mnie z nim
samą.
- Chciałem cię przeprosić Cam.
- Zayn, ty o niczym nie wiedziałeś, nie masz za co
przepraszać.
- Mam, bo mimo, że ty ciągle odmawiałaś ja naciskałem.
- Kurna Malik nie sraj się. Nic się nie stało. I tak bym
wam powiedziała.
- Alex musi być szczęśliwy.. Będzie ojcem.. Muszę mu
pogratulować.
- Nie masz czego. Wcale nie jest szczęśliwy.
- Ale jak to? Przecież to niesamowite uczucie. Będzie
ojcem..
- Nie będzie.. – Wyszeptałam i moje oczy zaszły łzami.
- Jak to? To kto… - Mulat się szeroko uśmiechnął.
- Tak Louis.
- Ja pierdziele.. – Jego uśmiech stał się jeszcze
szerszy. – Wiesz co? Ja muszę coś zrobić. – Powolo wstał.
- Malik nawet nie próbuj. – Powiedziałam do niego
błagalnie. Chwilę później on rzucił się do ucieczki. – Malik kurwa!
Biegłam za chłopakiem. Moje bose stopy przyklejały się do
paneli. Tak, ten geniusz chciał powiedzieć wszystko chłopakom. Powiedzieć coś
Zaynowi. Biegłam, biegłam i czułam się coraz bardziej słaba. W ostatnim
momencie złapałam się poręczy schodów i bezwładnie na nie opadłam. Byłam pełna świadomości.
Siedziałam na jednym ze schodków. W głowie mi się kręciło. To, że chwilę dłużej
nie przychodzę zauważył Zayn. Stanął przed schodami i zrobił przerażoną minę.
Nie wiedział co robić. Zawołał Louisa. No oczywiście zlecieli się wszyscy. Boo wziął
mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Czasami miewałam zawroty głowy. Najgorsze było
to, że nie mogłam niczego na to łykać. Chłopak siedział razem z El na moim
łóżku. Resztę wygonił z pokoju. Złapał mnie za rękę i powiedział.
- Czemu mnie tak straszysz?
- E tam. Przejmujesz się. Po prostu za szybko
wystartowałam. Zayn już wszystkim wypaplał?
- No a jak myślisz? Pewnie, że tak.
- I jak chłopcy i dziewczyny na to zareagowali?
- Się pytasz jak? Skakali ci po meblach w pokoju.
Połamali stół. – Odezwała się El. Zaśmiałam się lekko.
- A ty Lou kiedy jedziesz? – Skierowałam pytanie do
chłopaka.
- Jutro, ale tylko załatwię kilka rzeczy i wracam.
- Nie musisz. Dam sobie radę. Mam El i Tay.
- Wiem, że je masz, ale nie chcę Cię zostawiać samej.
Wybaczcie mi delikatne opóźnienie, ale szykuje się z kolejnym opowiadaniem. Nie mylicie sie, to zaraz się skończy. Dosłownie, kilka rozdziałów. Mam jeszcze tyle do rozegrania a zero pomysłu. Spokojnie dam radę. Jak się uda to za kilka dni wystartuję z nowym opowiadaniem.
Komentujcie, proszę, bo to mnie motywuje. I zapraszam na aska!
Swietny rozdzial :D Ciesze sie ze wszystko jest ok :)
OdpowiedzUsuńkurde brakuje mi ich, niewiem co by się stało jakby ten blog się źle skończył . . to świetna historia i powinna mieć świetne zakończenie . . i mam nadzieję że tak będzie . .
OdpowiedzUsuńA.S. ;P