Nie ma to jak cała noc przy kiblu. Nigdy więcej.. Choć z jednej strony mam to czego chciałam. Udowodniłam Miley że ja też jeszcze mogę kogoś wyrwać. Szpilki szpilkami, ale liczy się to, że Miley nie miała racji. Teraz już tylko trochę sie z nim polansuję po szkole i z głowy. wrócę do świata żywych. Do świata wiecznie młodych zaćpanych nastolatków. Tylko pytanie czy tego chcę? Czy chcę być wiecznie żywym trupem? Czy nie przeszkadza mi ten wiecznie zły wzrok Miley? Musze stać się normalna. Normalna..
Usłyszałam pod domem klakson. Znałam ten dźwięk. Klakson porshe. Wychyliłam głowę przez okno i zawołałam Miley do domu. Weszła do mojego pokoju.
- Jak ty kochana wyglądasz?
- Noo..
- Jak żywy trup. Idź coś ze sobą zrób. I umyj włosy. Jedziemy na plażę.
- Ale nie będziemy się kąpać?
- No chybaś oszalała. muszę się idealnie opalić.
- Ja też.
Weszlam do łazienki. Umyłam włosy moim ulubionym malinowym szamponem. Wysuszyłam je. Założyłam mój przepiękny prawie, że nowy strój z triumpha. Na wierzch poleciała jedna z moich jeansowych sukienek. oczywiście założyłam moje sandały na koturnach i pomalowałam oczy tuszem. wzięłam jedne z moich przyciemnianych nerdów i ruszyłam z Miley w świat.
Plaza jak zwykle byla zatłoczona. Nie mogłyśmy znaleźć na parkingu ani jednego miejsca. Wspaniałomyślna Miley stanęła na miejscu dla inwalidow wyciągając ze schowka kartę swojej babci. Stary trik na brak miejsc.Uśmiechnęłam się do niej i wysiadłyśmy z samochodu.
- Rozkładmay się tam gdzie zawsze?
- No pewnie - odpowiedziałam bez wachania.
Poszłyśmy na sam skraj plaży. Przy skałach. Widoki tutaj było o wiele bardziej malownicze niż w innych częściach wybrzeża. Fale delikatnie odbijały się od kamieni tworząc orzeźwiającą mgiełkę. Rozkoszowałam się chwilą. Pamiętam jeszcze jak przychodziliśmy tutaj z Rileyem. Przytulaliśmy się na brzegu plaży. Rozkoszowaliśmy się chwilą. Chciałabym aby te stare chwile wróciły. Nie wrócą. Muszę żyć życiem takim jakie jest tu i teraz. Riley nie chciałby abym całymi dniami płakała po kątach.
Nagle usłyszałam pisk Miley. Odwróciłam się. To szedł on. Jake. Nie miał zbyt zadowolonej miny. Miałam złe przeczucia. Jego mina prezentowała wyraz .. zrywam z tobą. Czyli moja ukochana para szpilek poleci do Miley.! Stanął przede mną złapał mnie za rece i powiedział:
- Hej.
- Hej.. Chcesz mi coś powiedzieć?
- W zasadzie... Wczoraj dużo wypiliśmy .. i ..
- Popelniliśmy błąd.. to nie powinno się zdarzyć.
- Czyli nie będziesz miała mi za złe jeśli Ci powiem, że chciałbym zerwać?
- Niee. Jasne, że nie.
- No to spoko.. Przykro mi Cam, że tak wyszło.
- Nic się nie stalo.
I poszedł, a ja w glębi duszy poczułam, że znowu jest źle. Czy podczas jednej imprezy można się zakochać ?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz